• Wpisów:17
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:24
  • Licznik odwiedzin:3 045 / 1184 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nazywa się "Vivianne" i piszę ją na blogu, do którego link macie w poście niżej. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
  • awatar Gość: aleś ty Karyniła a jaka tu była nuda i beka, ciekawe czy już z tego wyrosłaś :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Błąd dodawania wpisu. Wykryto spam."
Boże... Już ósmy raz się z tym męczę, to coś nie chce przepuścić mi wpisów, ale tym razem zmieniam bloga... Wszystkie wpisy wylądują tam, a ja do 22 podam linka... Czekajcie!

----
Chodzi o to, że coś im nie pasuje w moim opowiadaniu, a ja nie mogę znaleźć. Dlatego ten post puścili.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nadal według Izy:
Wszystkiemu przyglądał się Kuba wraz z mamą. Spojrzałam na nich. Przez jakiś czas trwała niezręczna cisza, a oni przyglądali mi się w zamyśleniu. Kuba chyba odziedziczył po mamie takie zamyślanie się.
-Nigdy nie miałam z nim dobrych kontaktów. – Powiedziałam, żeby przerwać ciszę, jednak to nic nie dało. – Ej, odezwijcie się! – Rzuciłam nieco głośniej, ale nie krzyczałam. Kuba otrząsnął się pierwszy.
-Ee… przepraszam. – Wydukał wreszcie. Zmusiłam się na uśmiech. Po chwili jego mama „obudziła się” i wyszła z pomieszczenia. – To co? Zbieraj się, zaraz jedziemy do ciebie. – Spuściłam głowę na samo wspomnienie osób, które jeszcze kilka dni temu tam mieszkały.
Po chwili byliśmy na miejscu, ale należało spakować większość mebli. Po tygodniu, dwa dni przed wyjazdem tata powiadomił, że spadek został podzielony na 2 części, czyli na mnie i na Kacpra po równo. Dom i samochód miały zostać sprzedane, tylko Kacper zabrał trochę mebli na kawalerkę. Miałam dostać około 55 tys., co nie zrobiło na mnie w tych smutnych chwilach wrażenia. Tata założył dla mnie lokatę, na którą wpłacił tylko 5 tys. Resztę miał przetrzymać, a pieniądze Kacpra poszły na jego konto, więc czułam się jak po komunii. Kazali mi wybrać zwierzątko, a potem resztę forsy zabrali. Tak dostałam Paputkę, którą dwa dni temu została sprzedana do hodowli. W sumie sama miałam zaoszczędzić, bo liczyłam, że na szesnastkę kupię sobie Yamahę. Zawsze interesowałam się motorami, ale jakoś tego nie okazywałam i nie przywiązywałam się do tego. Lubię prędkość i adrenalinę.
-Ej, żyjesz ty tam? – Usłyszałam głos Kuby. Zauważyłam, że ostatnio jakoś często się „wyłączam”.
-Tak, tak. Co chciałeś? – Zapytałam.
-Pogadać.
-Może choć na spacer? – Kiwnął głową, a po chwili znajdowaliśmy się na drodze do parku.
-Ee… no wiesz… niedługo wyjeżdżasz i trzeba pomyśleć, co będzie z nami. - Spojrzałam na ziemie.
-Może usiądziemy na ławce? - Gdy usiedliśmy chłopak westchnął. –Kuba, ja wiem, że wyjeżdżam na co najmniej 5 lat, ale nie wiem, czy dam bez ciebie radę. – Spojrzał mi w oczy.
-Spróbujmy, zrób to dla mnie. Jeśli nie wypali, to rozejdziemy się i każde pójdzie swoją drogą. Teraz musimy przejść próbę. Możemy się poddać od razu, albo spróbować na odległość, a wtedy albo damy radę, albo skapitulujemy. Ja chcę spróbować. To zależy od ciebie, Iza. – Zaczęły mi lecieć z oczu łzy. Kuba wytarł je rękawem, a potem pocałował. – Zrób to dla mnie, proszę.
-Tobie nie da się odmówić… - Westchnęłam i uśmiechnęłam się przez łzy. W czarnych ciuchach było mi bardzo gorąco, a miałam na sobie spodnie rurki i koszulkę. Włosów nigdy nie związywałam z czystego lenistwa. Kuba znowu pocałował mnie. Wplótł mi ręce we włosy. I trwaliśmy tak kilka minut. Niestety tę magiczną chwilę przerwała Ania, która zbliżała się klaskając. Patrzyłam na nią ze strachem.
-Brawo, brawo. Czyli ciągasz na wagary Iza? Co ona z tobą zrobiła Kuba? Jeszcze nigdy nie opuściłeś lekcji bez powodu. – Zaśmiała się.
-Możesz się odwalić? - Rzuciłam w jej kierunku.
-A co? Boisz się, że powiem twojej mamusi? – Uśmiechnęła się sztucznie.
-Nic nie wiesz! – Krzyknęłam w jej kierunku, a łzy zaczęły mi znowu spływać po policzkach.
-Daj nam wreszcie spokój, ok? – Zapytał się jej Kuba i przytulił.
-Przesłodzone. Aż rzygać się chce. – Naśmiewała się z nas dziewczyna. Ostatnio nie pałała do mnie sympatią. Po tym, jak zjechałam ją na korytarzu nie odezwała się do mnie więcej. – Co Kuba się tak patrzysz? Ona cię niszczy, tak jak wszystko. – Zaczęłam łkać w ramie Kuby.
-Ej, nie przejmuj się nią. To przecież nie była twoja wina. – Pocieszał mnie chłopak, jednak Ania nie chciała zostawić na mnie suchej nitki.
-Oh, popłakała się, bo powiedziałam, że naskarżę się jej mamusi? Oj, bidulka! – Zaśmiała się ze mnie dziewczyna, a ja wstałam i ze spuszczoną głową kierowałam się w stronę domu Kuby. Chłopak poszedł za mną, ale po chwili się zatrzymał.
-Zgadnij, dlaczego jest ubrana na czarno. – Powiedział do dziewczyny, która z uśmiechem przyglądała się sytuacji, ale słysząc te słowa jej uśmiech znikł. Kuba podszedł do mnie i szliśmy razem w ciszy. – Iza, nie przejmuj się nią. Ona nie wiedziała. – Podniosłam głowę, spojrzałam na chłopaka i wytarłam łzy ręką.
-Przepraszam. – Powiedziałam cicho.
-Boże, ty znowu z tym… - Zaśmiałam się, a on razem ze mną. – Oooo! Widzę, że komuś poprawił się humor! – Westchnęłam. Resztę drogi szliśmy w ciszy. Do pokoju gościnnego dotarliśmy w ciszy. Usiedliśmy na łóżko, a ja od razu przytuliłam Kubę.
-Dzięki Kubuś… - Uśmiechnęłam się.
-Pierwszy raz powiedziałaś do mnie Kubuś, czy mi się tylko wydawało? – Zapytał się, a ja się zaśmiałam. – Poza tym nie masz za co dziękować. – Oderwałam się od niego i z uśmiechem spojrzałam mu w oczy.
-Oj mam, mam. – Zaśmiałam się, a po chwili mój chłopak przewrócił mnie na łóżku tak, abym leżała i zaczął łaskotać. Śmiałam się bez opamiętania.
-Kuba… przestań… ej… pro… proszę… przestań… - Błagałam śmiejąc się, aż w końcu Kuba przestał, za co byłam mu naprawdę wdzięczna. Oparłam głowę o jego tors i leżeliśmy tak w bezruchu jakiś czas.
-Kocham cię. – Powiedział do mnie chłopak, po czym cmoknął w czubek głowy.
-Też cię kocham Kubuś. – Kuba usiadł, po czym również się podniosłam, spojrzał w oczy i pocałował długo i namiętnie.
Tę chwilę, jak zawsze zresztą, musiał ktoś przerwać. Tym razem to była mama chłopaka wołająca na obiad. Westchnęliśmy równo i zeszliśmy. Następnego dnia musiałam kończyć pakować wszystkie rzeczy, ale ciuchów nie miałam dużo, więc starczyły mi dwie walizki, a poza tym wzięłam ze sobą wszystko co potrzebne. Nie zabrałam książek, ponieważ wszystkie które miałam zdążyłam przeczytać. Pamiątek mam mało, więc nie było problemu. Ogółem mam mało rzeczy, a większość z nich to przedmioty codziennego użytku, lub technologia. Wszystko zmieściło się w dwóch walizkach. Spojrzałam jeszcze ostatni raz na pokój, po czym wzięłam bagaż i torbę ze sobą. Wrzuciłam je do auta Kuby, a potem pojechaliśmy z powrotem do niego. Kacper już od kilku dni mieszkał w tej swojej kawalerce, także miałam spokój. Następnego dnia ja Kuba i jego mama pojechaliśmy na pogrzeb z moimi walizkami w bagażniku, gdyż wyjeżdżałam od razu po pogrzebie. Po drodze zajechaliśmy jeszcze po Kacpra. Na pogrzeb przyjechało większość znajomych mamy, ale niektórych twarzy nie rozpoznawałam. Z towarzystwa w moim wieku byli tylko kuzyni, za którymi nie przepadałam. Nawet w tej chwili nabijali się ze mnie, ale ja obiecałam sobie, że będę twarda. Udało mi się! Przez cały pogrzeb nie uroniłam łzy, ale za to na pożegnaniu już tak. Okazało się bowiem, że pod cmentarz zajechała cała moja klasa. Łzy lały mi się strumieniami ze wzruszenia. Znalazłam wreszcie fajną klasę, a teraz, dwa tygodnie po rozpoczęciu zmieniam szkołę i otoczenie.
-Iza, trzymaj się tam! – Powiedziała moja wychowawczyni, która dojechała ostatnia. Niestety miłe pożegnanie musiał przerwać zniecierpliwiony tata.
-Iza, mam cię zawieść do tych Włoch, czy nie? – Warknął.
-Nie! – Cała moja klasa krzyknęła, a mój ojciec zacisnął ręce w pięści i wsiadł do auta, w którym leżało wszystko, co potrzebowałam.
-Niestety muszę już jechać. Trzymajcie się dobrze i dzwońcie raz na jakiś czas na skypie. – Pomachałam do nich i wsiadłam na przednie miejsce pasażera. Patrzyłam przez okno i widziałam machający do mnie las rąk. Odmachałam im, a po chwili zniknęli mi z oczu. Od razu wyjęłam telefon i napisałam Kubie.
-„Już tęsknie
-„Ja bardziej!”
-„Pogadamy sobie przez skypa dopiero za dwa dni, jak dojadę. A szkoda, bo chciałabym cię zobaczyć
-„Ja ciebie też, ale wzięłaś aviomarin?” – Uśmiechnęłam się do telefonu.
-„A ty tylko o jednym… :-/ Wzięłam, wzięłam :-).” – Odpisałam mu.
-„Jedź tam bezpiecznie! Ja ci już nie przeszkadzam skarbie Pa”
-„Pa i pamiętaj, że cię kocham Szkoda, że muszę wyjechać…”
Na tym się skończyły nasze smsy. Wyjęłam z torby podróżnej koc i poduszkę i starałam się wygodnie ułożyć, co w nowym aucie taty nie było takie trudne. Zasnęłam po długim oczekiwaniu. Nie umiem spać w samochodzie. Obudził mnie telefon taty.
-Halo? – Powiedział ojciec. – Bardzo pilne? Jestem teraz w trasie, ale zbliżam się do Wrocławia. Tak, będę za jakieś 3 godziny, najwyżej Iza pojedzie pociągiem. – Spojrzałam na ojca przerażona. Ja – osoba ze słabą orientacją w teranie, łatwo gubiąca się w każdym miejscu miałam jechać pociągiem SAMA AŻ DO NEAPOLU?! Nie, to nie może być prawda! Uszczypnęłam się, ale to nic nie pomogło. Nic nie mogłam poradzić. Po 3 godzinach zatrzymaliśmy się przy dworcu i ciągnęłam swoje walizki i torbę, a tata rozmawiał z pracownikiem stacji, czy uda mu się mnie pozbyć. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Kuby.
-„Tatusiowi odbiło -,-‘ Mam jechać SAMA POCIĄGIEM Z WROCŁAWIA DO NEAPOLU!” - Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
-„Bez obrazy, ale masz po*ebanych rodziców”
-Nie musisz mi tego uświadamiać… Tja, tata idzie do mnie z biletem. Muszę kończyć, pa!
 

 
Według Izy:
Tego dnia pierwszy raz zobaczyłam dom Kuby. Duży dom rodzinny, który niczym szczególnym się nie wyróżniał, ale jest dużo ładniejszy od mojego. Miałam spać w pokoju gościnnym, czyli bardzo eleganckim pomieszczeniu, a Kacper na dmuchanym materacu w pokoju Kuby. Kolacja, którą zrobiła jego mama była przepyszna, ale nie potrafiłam się uśmiechnąć i cały czas moim melancholijnym zwyczajem rozmyślałam o przyszłości. Nie potrafię się pogodzić z faktem, że zanim poznałam Kubę chciałam wyjechać do Włoch, a teraz opuścić to miejsce to najtrudniejsza rzecz, jaką dane mi zrobić. W końcu z zamyślenia wyrwał mnie głos Kuby.
-Może skontaktujemy się jakoś z twoimi ciotkami? – Zapytał, a ja przez chwilę nie wiedziałam, o co mu chodzi. Po chwili jednak odpowiedziałam:
-Oby dwie mają Skype i oby dwie świetnie tłumaczą, więc może poznasz Luce (czyt. Luke), Guida, Annemarie i Daniele, a także wujków. – Mój chłopak uśmiechnął się lekko i po chwili przyniósł laptopa.
-Zaloguj się. – Powiedział Kuba, a ja wykonałam polecenie.
-Ciocia Asia, czy Aneta? – Spojrzałam na Kubę. – Aneta, to mama Luci, który jest ode mnie o dwa tygodnie starszy, a druga to mama pozostałej trójki.
-To może lepiej Asia? – Wzruszyłam ramionami i zadzwoniłam. Okazało się, że na miejscu była także ciocia Aneta i Luca, którzy często tam przyjeżdżali w odwiedziny. Przedstawiłam ich wszystkich, a potem dostałam od każdego kondolencje. Wieści rozchodzą się naprawdę szybko.
-Kiedy przyjeżdżasz? – Przetłumaczyła z włoskiego na polski ciocia Aneta. Ich akcent trochę mnie denerwował, ale nie mogę mieć im za złe, że od ok. 25 lat mieszkają we Włoszech.
-Za półtora tygodnia. Naprawdę nie dacie rady przyjechać na pogrzeb? – Zapytałam, ale wiedziałam, że odpowiedź brzmi nie.
-Kochanie, nie damy rady z wujkiem. Wiesz przecież, że hotelem trzeba się zaopiekować. – Westchnęłam. Szkoda, że nie przyjadą.
Nie wspomniałam wcześniej, że wujek Raffaele wraz z ciocią prowadzą drogi i znany hotel w Neapolu, Annamaria ćwiczy w balecie, Daniela jest gimnastyczką, Guido ma 6 lat, więc jeszcze nic szczególnego nie robi, a Luca specjalizuje się w… graniu. Tak, nieco bez ambicji, ale mam podobnie. Po chwili przyłączył się Kacper z mamą Kuby. Reszta rozmowy minęła fajnie i na luzie. Nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam na ramionach Kuby, ale obudziłam się, kiedy słyszałam pogardę z ust mojego starszego brata.
-Księżniczka… - Mówił o mnie, a ja nienawidzę, kiedy wtrąca się w nie swoje sprawy.
-Możesz wreszcie zająć się swoim tyłkiem? Odnoszę ostatnio wrażenie, że za dużo myślisz o innych, a za mało o sobie. – Powiedziałam spokojnym głosem i wyprostowałam się zaspana. Laptop był zamknięty i w pokoju nie było mamy Kuby
-Chodź spać mała, bo rano nie wstaniesz. – Usłyszałam głos Kuby. Mruknęłam i oparłam się o jego tors. Jednak chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego. Położył mnie na łóżku, a po chwili zapytał się: - Przebierasz się sama, czy ja mam cię przebrać? – Westchnęłam.
-Zgadnij. – Rzuciłam od niechcenia i zaraz tego pożałowałam, bo chłopak dał mi buziaka w policzek i zaczął ściągać bluzkę. Wstałam jak poparzona i od razu ją poprawiłam. Spiorunowałam Kubę wzrokiem, a on zaczął się śmiać. Westchnęłam, bo nie umiałam się na niego gniewać, zwłaszcza z tymi jego słodkimi dołeczkami. Zaraził mnie śmiechem, ale tę radosną chwilę przerwała mama Kuby.
-Pierwsza w nocy, a wy jeszcze nie śpicie? Marsz do łóżek, a co do ciebie Kuba, to idź do swojego pokoju, bo Izę uważam za bardziej rozsądną od ciebie. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie miło, a ja odwzajemniłam uśmiech. Po chwili Kuba i jego mama wyszli, a ja spokojnie się przebrałam i położyłam. Nie mogłam spać. Kręciłam się po pokoju bez celu. W końcu zeszłam na dół. W kuchni również nie miałam co robić, więc wróciłam się do pokoju i ubrałam. Wyszłam na taras i usiadłam na kanapie. Patrzyłam się bez celu w gwiazdy. Myślałam nad dzisiejszym dniem, a do głowy cisnęły mi się pytania typu: „Czy przetrwamy tę próbę?”. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Siedziałam tak bez ruchu chyba kilka godzin, ale nie czułam nic. Zaczęło robić się coraz jaśniej. Po jakimś czasie słyszałam wołanie Kuby:
-Iza! – Szukali mnie. W końcu ktoś wyszedł na taras, ale ja ciągle się nie ruszałam, choć czułam łzy, które zjeżdżały stróżką z mojego policzka. Po chwili ktoś mnie przytulił, ale nie wiedziałam kto to, ani nie chciałam sprawdzać. – Bałem się, że coś sobie zrobiłaś. – Powiedział mój chłopak, którego poznałam po głosie. „Bardzo prawdopodobne, że bym sobie coś zrobiła, ale jestem za głupia i zapomniałam o tej opcji.” – Pomyślałam, po czym zamyśliłam się. Z tego błogiego stanu wyrwał mnie widok machającej przed twarzą ręki. – Iza? Żyjesz? – Po tych słowach ruszyłam się pierwszy raz, od kilku godzin.
-Która godzina? – Zapytałam się chłopaka.
-Dziewiąta. Zaraz jedziemy do ciebie, bo musisz zacząć się pakować.
-Która? Dlaczego nie poszliśmy do szkoły? – W tym momencie weszła mama chłopaka.
-Ja ci dam teraz iść do szkoły. Pomarzyć sobie możesz… - Powiedziała. – Myślisz, że w takim stanie pozwolę ci iść do szkoły? Żebyś się do końca wymęczyła? – Po tych słowach weszła do domu, a po chwili wróciła z jajecznicą. Mieliśmy zjeść na tarasie. Nie chciałam odmawiać, więc jadłam powoli skubiąc raz na jakiś czas kawałek chleba i dłubiąc w jajecznicy. Gdy wszyscy skończyli jeść ja nadal miałam pełny talerz, więc Kacper mnie nie oszczędził.
-I co się stało? Przecież uwielbiasz jajecznice. Zawsze jadłaś co najmniej 5 jajek, a teraz znowu bawisz się w anemie? – Kuba spojrzał na mnie.
-Nigdy nie miałam anemii i ty o tym dobrze wiesz, tak jak o tym, że nigdy się nie odchudzałam. Dziś po prostu nie mam apetytu, a ty mógłbyś się raz na jakiś czas ugryźć w język.
-Rozwydrzona damulka! – Rzucił w moją stronę brat, a po chwili zniknął za drzwiami domu.
  • awatar Gość: Po przeczytaniu dwóch ostatnich części widzę ,że akcja ruszyła "za kopyta" :) Normalnie szczęka mi opadła :) Jestem pod wrażeniem ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jednak będę pisała codziennie, ale mam nadzieję, że ta część wam się spodoba, bo się strasznie długo męczyłam nad napisaniem tego. Miłego czytania ^^
--------
Według Kuby:
W wywiadzie nie było nic zaskakującego, ale przyciągnęły moją uwagę słowa Izy, brzmiące: „Rysuję to jak się czuję, lub co chcę zrobić. Zawsze moje rysunki maja jakieś przesłanie”. Iza weszła do pokoju i gdy zobaczyła mnie czytającego artykuł, oparła rękę o ścianę. Podszedłem do niej i uśmiechnąłem się. Przecież nie będę robił jej scen. Po co? Żeby jeszcze bardziej się zestresowała?
-Już, choć do mnie. – Powiedziałem obejmując ją. Wtuliła się we mnie.
-Chciałeś wiedzieć dlaczego się cięłam. Usiądźmy, to wszystko ci opowiem. Otóż w czwartej klasie nie byłam zbyt lubiana. Na czele klasy zawsze stała Wiktoria, bo była najlepsza z wf-u, co u nas było szczególnie cenione. Zawsze mi groziła, wyzywała. Zaczęłam ciąć się dla szpanu, ale nie chciałam się zabić. Robiłam jedynie małe nacięcia. Pewnego razu Wiktoria powiedziała, że udaję, wiec na jej oczach wyjęłam żyletkę i przejechałam mocniej, ale bała się krwi i uciekła. Nie leciało tego dużo i rana się szybko zagoiła, ale blizny zostały. – Westchnęła. – Tego już nie zmienię. Mogłam nie próbować się tak popisywać. – Przytuliłem ją i pocałowałem w czubek głowy.
-Nie jestem zły, tylko martwię się o ciebie. Chcę, żebyś była szczera, nie ukrywała się ze swoimi uczuciami… - Nie dokończyłem, bo Iza pocałowała mnie. Gdy się od siebie odkleiliśmy dziewczyna sięgnęła po jeden z rysunków.
-Założę się, że to już widziałeś. – Powiedziała pokazując mój portret. Kiwnąłem głową. – To miała być niespodzianka, ale skoro już ją odkryłeś, to trudno. Weźmiesz do domu? – Spojrzała mi w oczy.
-A nie wolisz sobie go zostawić? – Zapytałem z uśmieszkiem. – Będzie, jak stęsknisz się za mną.
-Nie wymyślaj, tylko zabieraj. – Pocałowała mnie w policzek.
-Dobra, dobra.
Iza włączyła laptopa, którego dostała rok temu od taty i graliśmy. Iza w końcu usnęła na moim ramieniu, a ja jej nie chciałem budzić, więc grałem dalej sam. Wyglądała tak słodko. Tą chwilę przerwała jej mama, która nie zapukała i ze złością w oczach krzyknęła:
-A po nocach niema kto spać! – Iza drgnęła i wyprostowała się. – Wołam cię kilka minut, a nie ma kto przyjść, bo panienka sobie słodko śpi! Raz złazić mi na dół! – Iza wstała z łóżka i odwróciła się w moją stronę. Spojrzałem w jej zaspane oczy.
-Zostań tu, a ja niedługo wrócę. Właściwie, to nie wiem nawet która godzina. – Zerknąłem na zegarek na ręce.
-W pół do szóstej. – Powiedziałem. – Muszę się zbierać. – Iza westchnęła.
-Musisz? Jesteś jedyną osobą w tym domu, z którą się normalnie rozmawia. – Podeszła do okna. – Leje. Zapytam się mamy czy cię odwiezie.
-Nie musisz. Zadzwonię do mojej mamy, a ona na pewno mnie zabierze. – Kiwnęła głową. Staliśmy chwilę w ciszy, aż w końcu przerwał ją krzyk mamy dziewczyny.
-Iza! Złaź na dół mi pomóc! – Dziewczyna przewróciła oczami i zeszliśmy razem po schodach. Pożegnałem się z Izą i pojechałem z jej młodszym bratem i mamą, która nie dała mi wyboru. Poza tym wybierali się na zakupy, więc było im po drodze. Po chwili wszedłem do domu i przywitałem się z mamą.
Według Izy:
Mama nie wraca długo. Zaczynam się martwić. Po chwili ktoś do mnie zadzwonił. Odebrałam.
-Halo? – Odezwałam się pierwsza.
-Dzień dobry, z tej strony Dagmara Górniak. Czy rozmawiam może z Izą Kamińską? – Zaniepokoiłam się.
-Tak. W jakiej sprawie pani zdzwoni?
-Pani matka, w raz z bratem mieli wypadek i zmarli na miejscu, przygnieceni przez inny samochód, który wpadł w poślizg. – Przeraziłam się.
-Dziękuję za informacje. Do widzenia. – Powiedziałam oschle i rozłączyłam się, zanim kobieta zdołała odpowiedzieć.
Czyli to koniec? Albo wyląduje w domu dziecka, u ojca, albo u ciotek we Włoszech, bo to najbliższa rodzina. Więcej nie zobaczę się z Kubą… Zaczęłam płakać, ale po chwili wytarłam łzy rękawem i skierowałam się do pokoju Kacpra.
-Słyszałeś już? – Zapytałam się smutnym głosem, bo mimo że ci ludzie mnie nie szanowali, to kochałam ich. Brat po chwili zdjął słuchawki i odwrócił się.
-Co miałem słyszeć? – Usiadłam na jego łóżku.
-Mieli wypadek… mama i Gabryś… oni… nie żyją… - Kacper wytrzeszczył oczy. Wstał z fotela obrotowego i wyszedł z pokoju.
Zastanawia mnie tylko, dlaczego zadzwonili do mnie, zamiast Kacpra? Spojrzałam na biurko. Leżał tam jego telefon. Odblokowałam go i zobaczyłam 1 nieodebrane połączenie od nieznanego numeru. Jasne. Odłożyłam jego komórkę i skierowałam się do salonu. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to poproszenie kogoś, żeby przyjechał. Oczywiście pierwszy na mojej liście kandydatów był Kuba, więc wybrałam numer i zadzwoniłam.
-Hej Iza, co tam? – Odpowiedziałam mu tylko cichym westchnieniem. – Ej, Iza… Co się dzieje? Dobra nic nie mów. Już do ciebie idę.
-Yhmm. – Tyle zdołałam z siebie wyciągnąć. Rozłączył się, a ja usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi. Zaczęłam cicho łkać, a po kilku usłyszałam otwieranie drzwi wejściowych, a po nich drzwi do salonu. Ktoś podbiegł i mnie przytulił.
-Już dobrze. Nie martw się, wszystko się ułoży. – Był to Kuba. – Mama powiedziała mi co zaszło. Ktoś do niej zadzwonił.
Jakiś czas łkałam mu w ramię, a później otrząsnęłam się i wyprostowałam.
-Przepraszam. – Wytarłam łzy z policzka o rękaw. Zobaczyłam jego mamę, która siedziała na fotelu. – Chcą się państwo czegoś napić? – Było mi ciężko.
-Ty to nawet w takiej sytuacji potrafisz zachować oficjalny ton. – Zaśmiała się mama chłopaka. – Usiądź, a ja zrobię nam herbaty. I żadnego ale. – Wysiliłam się na uśmiech, który mi słabo wyszedł, a kobieta wstała i wyszła z pomieszczenia.
-Zdajesz sobie sprawę, że możemy się już nie zobaczyć? – Spojrzałam Kubie w oczy. – Zapewne wyjadę do ciotek do Włoch, bo tata ciągle podróżuje. – Kuba nie mógł wydobyć z siebie słowa, a po moich policzkach spływały łzy. Spojrzałam na podłogę. Moje życie właśnie legło w gruzach. Zadzwoniła moja komórka. To tylko powiadomienia z facebooka, od znajomych, którzy postanowili złożyć mi kondolencje. „Szybcy są” – pomyślałam.
-Można skontaktować się z twoim tatą? – Zapytała mama chłopaka. – Troszeczkę podsłuchałam, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz.
-Nie, nic się nie stało. – Wysiliłam się na uśmiech, po którym upiłam łyka gorącej herbaty. – Tata nie odzywał się od dwóch miesięcy i nie wiem, czy mam jego aktualny numer, ale można spróbować. Tata ma na imię Paweł. – Powiedziałam zgodnie z prawdą. Wyjęłam telefon, wybrałam numer ojca i włączyłam głośnik. – Ale jeśli mogłaby pani sama mu o tym powiedzieć… Nie wiem, czy dam radę.
-Dobrze, nie ma problemu.
-Tak, słucham. – Odezwał się głos w słuchawce. Pokręciłam przecząco głową. Mama Kuby przejęła inicjatywę, ponieważ zrozumiała, że nie dam rasy poprowadzić tej rozmowy.
-Dzień dobry, z tej strony Patrycja Sławińska. Czy rozmawiam może z Pawłem Kamińskim? – Bacznie przyglądałam się, a to Kubie, a to jego mamie.
-Tak, w czym mogę pomóc? – Odezwał się mój ojciec.
-Jestem matką chłopaka pańskiej córki, ale dzwonię w sprawie zupełnie odbiegającej od tematu. Otóż, pańska była żona, wraz z najmłodszym synem zmarła w wypadku. – Tata nie odezwał się. – Na razie chciałam zapytać się, czy mogę przygarnąć pańskie dzieci, póki nie zorganizuje im pan innego domu, ale spodziewam się, że pańska córka wolałaby zostać w tych okolicach na stałe.
-Chwilowo mogą u pani przenocować, ale żeby zostały nigdy się nie zgodzę. Lepiej będzie im u ciotek we Włoszech, ponieważ ja często wyjeżdżam w delegacje. – Przełknęłam ślinę i poczułam jak łza zsuwa mi się pomału po policzku. Spojrzałam na Kubę. Chłopak drapał się po głowie patrząc na podłogę. Wstałam i poszłam do łazienki. Kuba, gdy zrozumiał gdzie idę, od razu wstał i chciał mnie zatrzymać.
-Uspokój się, nic sobie nie zrobię. – Kiwnął głową, ale jeszcze chwilę wahał czy usiąść, ale w końcu dał za wygraną. Wróciłam po paru minutach, ale ich nie było w salonie. Skierowałam się do kuchni, ale tam również nie było ani Kuby, ani jego mamy. Postanowiłam sprawdzić mój pokój, ale znalazłam ich w pokoju mojego brata, gdzie rozmawiali wraz z nim. Siadłam na łóżku i wsłuchiwałam się w rozmowę, pomiędzy moim tatą, bratem, chłopakiem i jego mamą. Dowiedziałam się, że za półtora tygodnia wyjeżdżam do Neapolu, gdyż tam mieszkają moje ciotki, czyli Joanna i Aneta, wraz z mężami czyli Raffaele i Domenico, a także dwiema kuzynkami i dwoma kuzynami. Zdziwiło mnie to, że Kacper w wieku 16 lat dostanie kawalerkę w okolicach Ostrowca, ale tata zawzięcie twierdzi, że jest odpowiedzialny i będzie do niego zaglądał co jakiś czas. No cóż. Rozstaję się z Kubą, ale jeszcze musimy przedyskutować, czy on chce związek na odległość, bo je nie mam pojęcia. Wiem zaś, że nie dam rady iść jutro do szkoły, a papugę muszę sprzedać, jak powiedział tata, ale zapewnił, że on się tym zajmie. Za półtora tygodnia muszę być spakowana, gdyż odbędzie się wtedy pogrzeb, więc przyjedzie ojciec, a zaraz po nim odbędę dwudniową trasę do Włoch, gdzie będę uczyć się w polskiej szkole, ale najważniejszym przedmiotem, który będę przerabiać będzie włoski. A ja naiwna myślałam, że nie będę miała gorzej w życiu.
 

 
Według Kuby:
Iza ładnie rysuje, to prawda. Ale za to co rysuje? Dlaczego akurat płaczącą dziewczynę? Martwię się o nią. Z zamyślenia wybudza mnie głos nauczycielki.
-Kuba! Powtórz proszę, co mówiłam. – Westchnąłem.
-Nie wiem. – Pani spojrzała na mnie groźnym wzrokiem.
-W takim razie Iza, proszę powtórzyć co mówiłam. – Iza rozluźniła się na krześle i założyła nogę na nogę.
-Przypominała pani jak obliczać procent. – Dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie do nauczycielki i wróciła do pozycji, w której była ustawiona zanim kobieta ją spytała. Po chwili szepnęła do mnie: - Teraz dopiero mi się dostanie. Ciesz się, że umiesz trzymać język za zębami. – Głośno przełknęła ślinę.
-W takim razie, podejdź do tablicy i rozwiąż zadanie. – Wstała i przewróciła oczami. Odpowiedziała poprawnie. Z szyderczym uśmiechem patrzyła na nauczycielkę.
-Cóż, możesz siąść. Nie mogę NIESTETY wstawić ci jedynki, chociaż bardzo bym chciała, ale widzę, że nie ma po co zawracać ci głowy, gdyż szczycisz się podzielnością uwagi. – Powiedziała już nauczycielka, a ja przyglądałem się sytuacji zaciekawiony, co się zaraz wydarzy, ponieważ jak znam Izę, ona zaraz dogryzie. Nie myliłem się.
-Nauczyciele w podstawówce zauważyli tę cechę i dali mi święty spokój. Mam nadzieję, że pani nie będzie gorsza. – Spojrzała na nauczycielkę z pogardą i usiadła. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, zaś nauczycielka nie mogła wyjść z zadumy. Po chwili ocknęła się i zaczęła mówić, a Iza szepnęła do mnie: - Ma babsztyl za swoje, a ja będę miała po wywiadówce. – Westchnęła. – Wpadniesz po lekcjach? – Uśmiechnęła się do mnie.
-Pewnie, ale najpierw muszę zahaczyć o dom, więc wpadłbym po jakiś 30-stu minutach, ok?
-Nie ma problemu. A co do korepetycji, to może zaczniemy po niedzieli, jak już poznam twoją mamę, ok? – Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową. – A tak w ogóle, to ciekawe czy już zadzwoniła… - Spojrzałem na jej rękę, na której opierała głowę. Skóra na nadgarstku była naciągnięta, a ja zauważyłem białą kreskę. Blizna? Otworzyłem szerzej oczy i złapałem ją za tą rękę.
-Cięłaś się? – W tej chwili cała klasa się odwróciła w naszą stronę. Dlaczego powiedziałem to tak głośno?
-Czwarta klasa. Nie dawali mi spokoju. – Patrzyła w nieistniejący punkt przed sobą. Zauważyłem, jak zaciska ręce w pięści.
-Kto? – Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Powiem ci kiedy indziej. – Spojrzała na ławkę i długopisem zaczęła rozcinać kartki w zeszycie.
Po jakimś czasie zadzwonił dzwonek, a ona poszła wolnym krokiem z mp4 w rękach do łazienki. Gadałem chwilę z kolegami, a po chwili podeszła do mnie Ania.
-Możemy na słowo? – Spojrzałem na nią.
-W zależności o czym chcesz gadać.
-Wiesz o czym. – Wzruszyłem ramionami i odszedłem. Resztę przerwy nie dała mi spokoju. Chyba pierwszy raz w życiu czekałem na dzwonek na lekcje jak na zbawienie. Gdy wreszcie zadzwonił pędem wszedłem do sali i usiadłem w 3 ławce w rzędzie od okna. Gdy weszła Iza zawołałem ją, aby usiadła koło mnie. Po tamtym incydencie zrobiła się strasznie małomówna. Reszta lekcji ciągnęła się w nieskończoność i wyglądały mniej więcej tak samo. Wszystko rutynowo się powtarzało. Na lekcji nuda, na przerwie Iza szła do łazienki, a ja zostawałem na korytarzu, gdzie Ania nie dawała mi spokoju. Będzie się dopytywać o cięcie się Izy, ale przecież sam na ten temat nic nie wiem.
Wreszcie! Lekcje się już skończyły, a ja złapałem Izę za rękę i pobiegłem w stronę autobusu, ciągnąc ją za sobą. W autobusie siedliśmy razem, ale postanowiłem, że zapytam się o TO w domu Izy. Musiałem wysiąść pierwszy, bo mam bliżej, a Iza pojechała dalej. Wszedłem do domu i od razu zadzwoniłem do mamy.
-Hej skarbie! Jestem na podwórku. – Powiedziała moja rodzicielka. Rozłączyłem się i wyszedłem na zewnątrz. Przy stoliczku siedziała moja mama z jakąś kobietą. Była to nieco otyła blondynka. Wyglądała na około 40 lat.
-Dzień dobry. – Rzuciłem i podałem rękę kobiecie.
-Dzień dobry. Ty pewnie jesteś Kuba? – Kiwnąłem głową.
-To jest mama Izy. – Te słowa mnie wmurowały. – Jeśli chcesz, nałóż sobie obiad. Ugotowałam dziś krupnik. Jest jeszcze ciepły, więc nie musisz podgrzewać. – Mimo, że nie lubię krupniku, byłem zbyt zszokowany by zaprotestować. Kiwnąłem tylko głową i wszedłem do domu.
Według Izy:
Jak tylko weszłam do domu zorientowałam się, że mama już wróciła, ale coś było nie tak. Torebka jest, wszystko jest, ale telefonu niema. Jej również. „No nic” – powiedziałam sobie w myślach i poszłam do pokoju. Tam wyciągnęłam z pod łóżka stertę kartek i zaczęłam przeglądać moje stare rysunki. Usiadłam na łóżku oparta o ścianę i wpatrywałam się w rysunek dziewczyny, która siedziała na kafelkach trzymając w jednej dłoni żyletkę, a w drugiej wycierała łzy. Nie jestem szczęśliwa. Pewnie wszyscy zapytacie się „dlaczego?”. No wiem, wiem. Mam przecież chłopaka i wszystko co mi potrzeba… Ale nie mam prawdziwych przyjaciół, ciągle miewam koszmary, ojciec nie daje znaku życia od 2 miesięcy, mam oschłe i zuchwałe rodzeństwo, matka traktuje mnie jak służącą… i mam słabe nerwy. Przeglądając resztę kartek zauważyłam magazyn z moim wywiadem, o którym wspominałam wcześniej i od razu odłożyłam go na bok. Po chwili usłyszałam otwieranie się drzwi wejściowych. To na pewno wróciła mama, bo Kuba by zadzwonił do furtki, albo zapukał. Zbiegłam po schodach, ale na środku schodów stanęłam, bo widok mnie konkretnie zamurował. Zobaczyłam moją mamę, ale z kim?! Dlaczego przyjechała z Kubą? Stałam i wpatrywałam się ze strachem w oczach w osoby, które zdejmowały w tym czasie obuwie. Nie byłam w stanie się ruszyć. W końcu usłyszałam głos mojej matki.
-Na pewno znasz Kubę, prawda? – Powiedziała moja matka, która widząc moją reakcje uśmiechała się z satysfakcji. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa, tylko wpatrywałam się raz w mamę, a raz w mojego chłopaka. – Zabierz ją do niej do pokoju, bo zanim sama się ruszy, to nas noc zastanie. – Rzuciła ozięble mama. Chłopak wspiął się po schodach bez słowa, a potem złapał mnie za rękę.
-Iza… - Powiedział z nutką współczucia w głosie.
-Idę, idę.
Według Kuby:
Iza była totalnie zszokowana widokiem swojej mamy ze mną. Przekonałem się już, że jej rodzicielka jest w stosunku do niej oschła. Poszliśmy z Izą do jej pokoju, ale od razu gdy wszedłem, Izę zawołała jej mama.
-Usiądź, a ja zaraz wrócę. – Rzuciła dziewczyna i zbiegła po schodach.
Siadłem na brzegu łóżka, bo no jego środku porozrzucane były jakieś kartki. Obrazki na nich przedstawiały zazwyczaj smutne sytuacje, a na środku leżał portret… mnie. Uśmiechnąłem się do siebie i to tak dosłownie. Na stoliczku nocnym leżał magazyn. Spojrzałem na okładkę i przejechałem po spisie treści. Zatrzymałem się na podpunkcie, na którym pisało „Wywiad z Izabelą Kamińską”, co mnie konkretnie zszokowało. Szybko otworzyłem tę stronę i zacząłem czytać.
---------
Przeczytałam wasze komentarze i muszę powiedzieć, że sama zgadzam się z opinią, że nic się nie dzieje, ale nie potrafię tak po prostu wszystko tam wrzucić, tak na "chama". Nie umiem pisać zwięźle, ale staram się. Co do dłuższych, to ciężko będzie, bo długo się pisze, a i tak wstawiam codziennie. Mam dwie opcje. Mogę pisać takiej długości codziennie, lub dłuższe co np. 2 dni. Wybór należy do was. Piszcie w komach co wolicie. Jutro koło 20 podliczę głosy i się okaże, ale jeśli macie inną propozycję, to chętnie ją przemyślę. Liczę że ta część się wam spodoba ^^
  • awatar Gość: Świetne ja chcę next!!
  • awatar Gość: Lepiej żebyś pisała codziennie. Ja nie dam rady czekać na kolejną część dwa dni :) pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Okazało się, że była praca domowa, ale pani zapomniała sprawdzić. Zajęłam się notatkami, a nauczycielka terkotała tak szybko, że nie nadążałam z pisaniem. Gdy zadzwonił wyczekiwany dzwonek, wyszliśmy z sali. Wymieniłam kilka zdań z Kubą, ale gdy chciałam się zapytać o korepetycje, o których zapomnieliśmy, ktoś pociągnął mnie za rękę, a ja zapiszczałam. Spojrzałam przerażona na chłopaka, z którym jeszcze przed chwilą rozmawiałam. Śmiał się z tej sytuacji i pomachał mi, a potem poszedł do kolegów. Odwróciłam się i zobaczyłam, że za rękę ciągnął mnie nie kto inny, jak Ania. Westchnęłam. Przecież chyba każdy wie, z czego będzie mnie spowiadać. Po chwili otworzyła jakieś drzwi i wepchnęła mnie do, jak się okazało, schowka na szczotki i chemie. Wyjęłam z kieszeni mp4, którą wcześniej tam schowałam. Miałam zamiar „trochę” poddenerwować Anię. Dziewczyna zaczęła coś bełkotać, a ja stałam oparta o ścianę i ignorowałam ją. Po chwili wyjęła mi słuchawki z uszu.
-Może wreszcie odpowiesz na moje pytanie? – Spojrzałam się na nią zdziwiona. – Pytałam się, co to miało być w autobusie? – Gdy to usłyszałam, podciągnęłam kabelek zwisający mi z kieszeni i wsunęłam słuchawki z powrotem do uszu. Po chwili zostały mi brutalnie wyszarpnięte z uszu, a ja wywróciłam oczami.
-Nie muszę ci na nic odpowiadać. – Podciągnęłam kabelek, włożyłam słuchawki i wyszłam. Prawda jest taka, że zawsze byłam zamknięta w sobie i ciężko mi jest wyrażać uczucia, a poza tym na pewno nie chcę gadać o nich z plotkarą. Nie, dziękuję.
Poszłam na schody, usiadłam na nich i słuchałam muzyki. Zamknęłam oczy. Znowu ktoś wyjął mi słuchawki z uszu. Nie chciałam sprawdzać kto to, ani otwierać oczu.
-Dlaczego nie chcesz mi odpowiedzieć? – Westchnęłam i wstałam, zabierając mp4 i kierując się w stronę łazienki. Chyba tylko tam nikt mi nie przeszkodzi. Ania znowu do mnie przyszła i wyciągając mi słuchawki wydarła się. –Powiesz mi czy nie?! – Przewróciłam oczami i szłam prosto.
Ania cały czas za mną szła wypytując się, aż w końcu wybuchłam,
-Odwalisz się? Nie musze ci nic mówić, chyba że „Proszę księdza”, bo bardzo chcesz, żebym ci się spowiadała! – Wsadziłam słuchawki do uszu, a ona stała jak wryta. Odwróciłam się i usłyszałam klaskanie. Zdziwiona patrzyłam na grupkę chłopaków z mojej klasy, w której stał Kuba. Przewróciłam oczami. Zerknęłam na kilka centymetrów niższą ode mnie dziewczynę, która stała z naburmuszoną miną trochę za mną i poszłam przed siebie. Wsadziłam do uszu słuchawki, które dotychczas ciągnęły się za mną po podłodze i wyszłam przed budynek. Usiadłam na ławce, zamknęłam oczy i czekałam, aż ochłonę. Po chwili ktoś usiadł koło mnie.
-O co poszło? – Zapytał się Kuba, którego się spodziewałam.
-O ciebie. – Spojrzałam na niego. Był wyraźnie zdziwiony. – Gapiła się na nas w autobusie i nie daje mi spokoju. – Przewróciłam oczami. Kuba się zaśmiał. – Dlaczego do ciebie się nie przyczepi? – Spojrzałam na niego.
-Bo myślała, że jesteś plotkarą. – Uśmiechnęłam się.
-Byłam, ale w klasach 1-3 podstawówki. W końcu dostałam lanie. – Westchnęłam. –Wspaniałe dzieciństwo. – Powiedziałam ironicznie i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Tja. – Odpowiedział chłopak. – Gdy Ania zaczęła cię ciągnąć, zaczęłaś coś mówić. – Kiwnęłam głową.
-Tak. Pytałam się co z korepetycjami.
-A, no tak. Mi pasuje w piątek i wtorek. A tobie? – Zapytał się.
-Obojętnie. I tak nie mam co robić po szkole. Poza sprzątaniem oczywiście. – Westchnęłam.
Gdy zadzwonił dzwonek pobiegliśmy pod salę, która była na drugim końcu szkoły. Po chwili weszliśmy z plecakami całkiem zasapani.
-Przepraszamy za spóźnienie. – Rzuciłam w stronę nauczycielki, która podniosła się z krzesła z oburzoną miną.
Siedliśmy w ostatniej ławce i zajęliśmy się lekcją. Co jakiś czas czułam na sobie wzrok Kuby, ale nie parzyłam na niego. Na marginesie zeszytu narysowałam długopisem dziewczynę ze łzami w oczach.
-Co tam rysujesz? – Usłyszałam szept chłopaka, który siedział koło mnie.
-Nie rysuję, tylko bazgrze. To pierwsze, a drugie to nie wiem. Tak jakoś mi wyszło. - Spojrzałam na niego. Dziwnie się mi przyglądał. Po chwili westchnął i poprawił się na krześle. Mam nadzieję, że nie znalazł wcześniej moich rysunków pod łóżkiem, bo bym zawału dostała. Ale raczej nie, bo poruszył by temat. A tym bardziej tego czasopisma z wywiadem, do którego zmusił mnie typek od plastyki w podstawówce. Dlaczego? Dla mojego cytatu, który brzmi mniej więcej tak : „Rysuję to jak się czuję, lub co chcę zrobić. Zawsze moje rysunki maja jakieś przesłanie.”. Tak, tego nie może zobaczyć, tak jak tej kreski na nadgarstku, która na szczęście jest prawie nie widoczna. Tak. Cięłam się. Dla szpanu. Tak, ja.
------------------
Takie ciekawe informacje na jubileusz ^^ Jutro dużo się zmieni ^^ Czekajcie :-)
  • awatar Gość: Co wieczor wchodze i sprawdzam kolejną część. Świetne to jest choć nie powiem... nic się praktycznie nie dzieje; ) pisz dalej i pisz coraz dłuższe bo to się fajnie czyta. Pozdrawiam; )
  • awatar Gość: Dzięki za kolejne dwie części opowiadanka :) Widzę ,że wpisy zamieszczasz prawie codziennie więc też będę tu zaglądała prawie codziennie wieczorami. Pozdrawiam !:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nadal według Kuby:
Iza pokazała mi pomieszczenia, które miałem odkurzyć, a potem poszła do kuchni. Poszedłem tam na chwilę, w sumie sam nie wiem po co i spojrzałem w stronę zlewu. Iza zaczęła zbierać czyste naczynia z susznika, a potem otworzyła zmywarkę, której wcześniej nie zauważyłem.
-Nie, nie wszystko pójdzie do zmywarki. Ponad połowa kubków została wykluczona przez mamę, a poza tym odpadły jeszcze sztućce i plastik. – Podszedłem do niej i pocałowałem w czoło.
-Nawet nie zwróciłem na to uwagi. – Uśmiechnąłem się do niej, patrząc w jej oczy.
Po chwili odszedłem i wróciłem do odkurzania. Gdy skończyłem, Iza stała w progu z dwoma kubkami herbaty i ciastkami. Uśmiechnąłem się na jej widok, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Poszliśmy do salonu.
-Skoczę szybko odkurzyć pokój Kacpra i zaraz wracam. – Mówiąc to podała mi piloty i pocałowała w policzek. Gdy poszła nie miałem ochoty na oglądanie telewizji. Rozejrzałem się po salonie. Wcześniej nie przyglądałem się mu wyraźniej. Ściany były w kolorze kawy, a podłogę pokrywały kafelki udające drewno. Kanapa i fotel były skórzane, na drewnianych stolarzach. Na ścianie naprzeciw mnie wisiał telewizor (na oko 42 calowy), a po jego lewej stronie były 3 wnęki, udające półki. Stała tam kolekcja win. Zapewne mamy Izy. Na prawej ścianie były wielkie, szklane drzwi przesuwne. Za to na lewej ścianie, gdzie były drzwi, tuż obok nich wisiało kilka półek. Stały na nich zdjęcia. Na pierwszym był jakiś chłopak z dzieckiem. „Zapewne Kacper i Gabryś” – pomyślałem. Drugie, tak jak i 3 pozostałe przedstawiały Gabrysia. Iza była tylko na dwóch zdjęciach, na jednym przytulała wielkiego czarno-białego psa, a na drugim była na tle fal. Jej mama na pięciu zdjęciach, a Kacper na 4. Na żadnym nie widziałem jej ojca. Przy zdjęciach stało kilka figurek. Nie przedstawiały nic ciekawego, więc spojrzałem na półkę wyżej. Stały tam same zdjęcia jej młodszego brata.
-Nie lubię patrzeć na te zdjęcia. Niby na nich każdy taki uśmiechnięty, ale tak naprawdę ten uśmiech nic nie znaczy. Tylko zwykła poza. – Posmutniała. Spojrzała na zegar, który stał na półce. –Nie będzie dobrze, jeśli tu dłużej zostaniesz. Ani dla mnie, ani dla ciebie. – Spojrzałem jej w oczy i dotknąłem jej policzka. Delikatnie ją pocałowałem, ale kontem oka zobaczyłem, jak przechodzą po jej skórze dreszcze. Złapałem ją za rękę.
-To widzimy się jutro. – Dałem jej buziaka w policzek i uśmiechnęliśmy się do siebie.
Skierowałem się na korytarz, założyłem buty i zabrałem torbę, a potem pożegnałem się z Izą, która odprowadziła mnie do furtki. Gdy byłem już w domu mama zapytała się mnie:
-Kiedy ją poznam? – Spojrzałem na nią nieco zmieszany, a mama gdy zobaczyła mój wyraz twarzy zaśmiała się. – Spokojnie nie pogryzę jej.
-Ale nie o to chodzi. Ona ma po prostu… Trudnych rodziców, jeśli mogę ich tak nazwać. – Mama zaczęła się mi przyglądać, ale ostatecznie chyba mi uwierzyła.
-Da rade zaprosić ją z rodzicami do nas na niedzielę? – Spojrzałem na mamę.
-Nie mam pojęcia. – Odpowiedziałem po chwili namysłu.
-Poproś ją o numer do mamy, a ja sama to załatwię. – Powiedziała moja mama, a po chwili wyszła z pomieszczenia, zostawiając mnie samego, z moimi przemyśleniami. Po chwili wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Izy. Po kilku sygnałach odebrała.
-Hej Kuba. – Powiedziała dziewczyna po drugiej stronie.
-Cześć Iza. – Odpowiedziałem. Przyszła mama i gdy zobaczyła, że rozmawiam przez telefon powiedziała:
-Daj na głośnik. – Włączyłem głośnomówiący, tak jak kazała.
-Coś się kroi, znam cię. – Powiedziała Iza, a mama spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Aż za dobrze. Otóż moja mama chciałaby zaprosić cię z rodzicami do nas na niedzielę. – Po chwili namysłu westchnęła.
-Tata odpada. Nawet jeśli się zgodzi, to nie da rady dojechać do polski do niedzieli. A mama? No cóż, nie wiem co powie. W sumie nawet boję się jej zapytać. – Przerwała. Spojrzałem na mamę, a ona w zamyśleniu siedziała i po chwili poprawiła pozycje.
-Kochana, daj numer do swojej mamy. – Powiedziała, a ja wiedziałem, że Iza przeraziła się słysząc w słuchawce moją mamę.
-Dobrze, zaraz podyktuję. – Po chwili przede mną, na kartce leżał numer telefonu do mamy mojej dziewczyny, której nawet ona sama się bała. – Przepraszam, ale muszę już kończyć. Do widzenia. – Rzuciła szybko Iza.
-Cześć. – Odpowiedziałem.
-Dlaczego tak boi się mamy? – Zapytała się moja rodzicielka.
-Ech. – Westchnąłem i opowiedziałem trochę o Izie mojej mamie. Była wyraźnie zadowolona z informacji o mojej dziewczynie, które ze mnie wyciągnęła.
Według Izy:
Nie, nie, nie, nie! Dlaczego się zgodziłam na propozycje mamy Kuby? Po co? I dlaczego Kuba mi nie powiedział, że jego mama mnie słyszy? Strasznie boję się reakcji własnej matki na tę informację i to jeszcze nie z moich ust. Ale jestem pewna, że lepiej przyjmie to od mamy Kuby, niż ode mnie, ale to nie zmienia faktu, że będzie wściekła, bo w końcu mam tylko 13 lat!
-Iza! Ile razy mam powtarzać?! – Drgnęłam. – Kazałam ci pozbierać tę zasrane zabawki po braciszku, ale jak widzę, masz mnie w dupie! – Szybko spełniłam jej polecenie, ale ona jeździła po mnie jeszcze jakiś czas. – Ja wszystko muszę ci kazać, bo nigdy sama z siebie nie sprzątniesz! Niedługo będę musiała wysłać cię do psychiatry! – „Spójrz na siebie, wredoto” – pomyślałam.
Po osiemnastej wreszcie miałam spokój. Nie było nic zadane z tego co pamiętałam, więc uszykowałam się i od razu poszłam spać. Jak zwykle nie mogłam zasnąć, więc wzięłam pół tabletki od mojego chłopaka, po wcześniejszym przeczytaniu ulotki.
Następnego ranka obudził mnie mój naturalny budzik, w sensie przyzwyczajenie do wstawania o danej godzinie. Nie miałam ochoty iść do szkoły, ale ostatecznie wstałam i ubrałam się w czarne rurki i białą bluzkę z napisem, a na to moją czarną, skórzaną kurtkę i czarne wysokie trampki. Włosy tylko rozczesałam. Spakowałam się, wzięłam plecak i zeszłam na dół, na śniadanie. Przypomniałam sobie o Kubie i o wczorajszej sytuacji. Przeszedł po mnie dreszcz, na samo wyobrażenie reakcji mamy. Tata wielokrotnie w ciągu 2 lat pytał mnie, czy już mam chłopaka, więc jego reakcją się nie przejmuję. Nie powiem, nieco tęsknie za ojcem, ale nie utrzymuje kontaktu, tak jak ze starymi znajomymi, bo jak często mi powtarzał, „Zawsze będę dla ciebie tylko kolegą”. Jego słowa bolały, a po odwiedzinach u mnie i braci potrafiłam przepłakać kilka nocy. Jestem wrażliwa, ale staram się to ukrywać. Dla mnie stres to już codzienność. Mimo, że byłam już gotowa, musiałam zostać i „pomóc” w szykowaniu młodszego brata, bo mama się malowała, a starszy siedział na kiblu. Mamę nie interesowało to, że mogę się spóźnić na autobus. Ubrałam Gabrysia pośpiesznie, a po chwili usłyszałam klakson. Wzięłam plecak i wybiegłam. Moja rodzicielka nie rozumie, że ja mam na 7:40, a ona na 8. Codziennie wstawałam wcześniej, bo najwcześniej musiałam wyjść. W autobusie przywitałam się z kierowcą i podziękowałam za przyjazdy pod dom, ale nie obyło się bez „przecież Pan nie musi” i „ależ to dla mnie zaszczyt”. Usiadłam na tyle autobusu, który był pusty i włączyłam mp4. Kuba mnie chyba nie zauważył, albo nie przyjdzie do szkoły, lub się spóźni. Szczerze? Bardzo chciałam go spotkać i przytulić. Jest kochany i uroczy. Najlepsze są te jego dołeczki, o których wcześniej nie wspomniałam i 2 zmarszczki na czole, gdy podnosił do góry brwi. Jest idealny pod każdym względem, a ja mu w życiu nie dorównam. Zawsze będę taka brzydka. Zamknęłam oczy, żeby muc wczuć się w piosenkę. Poczułam, że ktoś siada koło mnie, wiedziałam że to on. Po chwili złożył delikatnego całusa na moim policzku. Uśmiechnęłam się. Otworzyłam oczy i go przytuliłam. Całemu zdarzeniu przyglądała się Ania, która siedziała po przeciwnej stronie autobusu, kilka miejsc bliżej do kierowcy. Wtuliłam się w chłopaka z uśmiechem, a drugą w stronę reszty pokazałam środkowego palca, bo jak przeszkodzą to biada im. Pokazałam go tylko przez kilka sekund, ale i tak słyszałam chichot koleżanek z klasy. Gdy się już odkleiliśmy, chłopak zapytał się mnie, dlaczego siadłam na końcu. Podniosłam ramiona do góry, na znak niewiedzy, bo zrobiłam to intuicyjnie.
-A wyspałaś się? – Spojrzał na mnie.
-Nie powiem, że długo spałam, ale czuję się wypoczęta. A było coś zadane wczoraj? – Zapytałam się go.
-Nie wiem, nawet nie zwróciłem uwagi na gadanie nauczycielek. – Jeśli było coś zadane, to mamy przechlapane. – Jak reakcja twojej mamy? – Spojrzałam na niego.
-Ja jej miałam powiedzieć, czy twoja mama już dzwoniła? – Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem.
-Nie wiem myślałem, że dzwoniła, ale w sumie chyba wczoraj było już późno, więc może dziś zadzwoni. – Przełknęłam głośno ślinę. Spojrzałam na podłogę, a później na fotel, na którym siedziała Ania. Przyglądała się nam, a ja potraktowałam ją groźnym spojrzeniem, z serii „Odwal się, albo ci dokopie tak, że przez rok się nie pozbierasz”. Ona pomachała i się odwróciła. Spojrzałam na Kubę, który grzebał w mojej mp4. – Masz tu tylko rocka i metal? – Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam od niego sprzęt.
-Nie, mam jeszcze kilka typowo smutnych. – I w tym momencie puściłam mu We the kings –sad song, które swego czasu bardzo polubiłam, ale rzadko słuchałam.
-Dojechaliśmy. – Powiedział mój chłopak, a ja zaczęłam chować mp4 i słuchawki do plecaka. Podniósł się pierwszy, po czym podał mi rękę, aby pomóc wstać. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech, po czym wyszliśmy z autobusu i skierowaliśmy się do szkoły. Nieco żałuję, że nie ma tam szafek, ale niestety nic z tym nie zrobię. Zostało równo 20 minut do pierwszej lekcji. Skierowaliśmy się do szatni i czekaliśmy chwilę, nie wiem na co. Wszyscy wyszli, a Kuba podszedł do mnie, złapał za rękę. Spojrzał w oczy i pocałował w usta. Odwzajemniłam pocałunek, ale po chwili przerwaliśmy, gdyż musieliśmy iść na polski. Akurat ten przedmiot lubię i czułam, że nie będę się nudzić. Gdy weszliśmy do sali, Kamil zawołał Kubę.
-Ej, Kuba! Siedzisz? – Kuba spojrzał na mnie, a ja się uśmiechnęłam.
-Idź, nie zjedzą mnie tam. – Usiadłam na końcu, za dziewczynami i zajęłam się lekcją.
---------
Grzechem by było nie wspomnieć o waszych komentarzach, po których przeczytaniu robi się cieplej na sercu <3 To naprawdę bardzo motywuje i zachęca do działania. W tym opowiadaniu staram się, aby bohaterowie byli realistyczni i spontaniczni, przedstawiam w nim tak naprawdę mój charakter i spostrzeżenie na świat. Wszystkie błędy ortograficzne staram się poprawiać, ale gorzej ze stylistyką i interpunkcją, bo program rzadko znajdzie błąd, a ja nie umiem znaleźć -,-' Mam nadzieję, że moje opowiadanie podoba się wam bardziej niż mnie. A tak serio to strasznie ciężko jest napisać takie coś, a mi schodzi to jakieś 3 godziny część, bo ciągle to zmieniam, ale staram się, żeby to wyglądało jak najlepiej i żeby jak najpłynniej się czytało. Czytam dużo książek, więc mam jakieś tam pojęcie jak i co się piszę, a mimo to zawsze mam problem. DLA TEGO POZYTYWNE KOMENTARZE NAPRAWDĘ MOTYWUJĄ DO KONTYNUACJI. Bardzo cieszę się z każdego wsparcia ^^
 

 
Według Kuby:
Szliśmy trzymając się za ręce w ciszy, ale nie była to krępująca cisza, a raczej marzycielska, lub coś w tym stylu. Byłem szczęśliwy jak nigdy. Podążaliśmy w kierunku domu Izy, więc zaraz mieliśmy się rozstać. Chciałem, żeby ta chwila trwała wieczność. Przysunąłem się do niej i dałem jej buziaka w czubek głowy. Nie spojrzała na mnie, ale wiedziałem, że się uśmiecha. Po chwili powiedziała:
-Wejdziesz na chwilę? Nie ma samochodu mojej mamy, więc jest tylko Kacper, ale on ma swój komputerowy świat. – Stanęła i uśmiechnęła się do mnie.
Nie sposób było jej odmówić. Zgodziłem się i dostałem buziaka w policzek. Stanąłem i udałem obrażonego.
-Co? Za mało? – Uśmiechnęła się szerzej, stanęła na palcach i złożyła na moich ustach krótki pocałunek. Uśmiechnąłem się, podniosłem ją i zakręciłem kilka razy. Była bardzo lekka. Śmiała się, krzycząc „Postaw mnie!”. Weszliśmy na podwórko, a ja uśmiechnąłem się, na wspomnienie wczorajszych odwiedzin. Znowu stanęła przy drzwiach pokazując ręką na wejście. Tym razem nie guzdrałem się i wniosłem ją do środka, a ona rzucała się na wszystkie strony, przez co prawie jej nie upuściłem. Gdy postawiłem ją na ziemi spojrzała mi w oczy i poszła do kuchni. Nie odzywała się do mnie przez dłuższą chwilę. Wpatrywałem się w nią, oparty o ścianę ze skrzyżowanymi rękami. Krzątała się po kuchni. Wyjęła 2 kubki, nalała do nich mleko, wstawiła do mikrofalówki pojedynczo, a potem wsypała do kubków brązowy proszek. Podeszła do mnie i podała mi jeden z nich, a sama wzięła swój i skierowała się do swojego pokoju. Szedłem za nią, co chwila popijając kakao, które mi przygotowała. Gdy doszliśmy otworzyła drzwi, aby zaprosić mnie do środka. Wszedłem i stanąłem na środku pokoju. Moim oczom ukazało się chyba największe pomieszczenie w tym domu. Miało na zmianę żółte i fioletowe ściany. Po prawej stronie znajdowało się okno, pod nim mały stolik, a na nim roślina. Pod ścianą, naprzeciwko mnie, stało nie posłane łóżko, z kilkoma poduszkami i czerwoną kołdrą. Pod stolikiem nocnym, stojącym koło łóżka, leżała masa ciuchów. Po lewej stronie stało biurko, a na nim otwarty laptop, koło którego leżała masa pustych kubków i opakowań od gier, a najwięcej z serii „The Sims”. Przy biurku stał czarny fotel obrotowy z ekoskóry, po prawej od biurka stał szary, ok. 15 calowy telewizor, a po jego lewej stronie masywna czarna szafa. Było jeszcze parę innych szafek, których nie wymieniłem, i wszędzie leżało ziarno. Zastanawiałem się dlaczego. Nagle coś zaczęło krzyczeć, czy raczej piszczeć. Albo skrzeczeć. Tak, to dobre określenie. Szybko spojrzałem w prawo, bo z tamtego miejsca dobiegał głos i ujrzałem słodką zieloną papugę, z różowym brzuszkiem, czarnym dziobem, szarą głową i czarnym paskiem na szyi.
-To Paputka. Cała rodzina się kłóciła o imię, ale mi nie dali prawa głosu, chociaż jest kupiona za moją komunijną kasę, więc została Paputka. – Otworzyła klatkę i wsadziła do niej rękę, a ptak pospiesznie wspiął się jej na ramię. – Na razie się ciebie boi. Gdy zacznie się do ciebie przyzwyczajać, przestanie stroszyć pióra i straszyć wzrokiem, a zacznie się podstawiać do głaskania. – Spojrzałem na Izę. Ptak wziął do dziobu jej włosy i zaczął je jakby lizać. Dziewczyna zabrała jej, bo była to samiczka, pasmo włosów i dotknęła nosem jej dziobu. Papuga dała jej się głaskać. – Daj rękę. Obiecuję, że ona ci nic nie zrobi. Wszyscy się jej boją, a ona już dawno przyzwyczaiła się do ludzi i delikatniej dziobie, gdy się boi. – Spojrzałem na nią wystraszony, a ona się zaśmiała z mojego wyrazu twarzy, na co papuga przestała sobie poprawiać pióra i się wyprostowała skrzecząc, jakby upominała właścicielkę o zakłócanie spokoju.
Ostatecznie podstawiłem pod jej łapki rękę, a ona złapała mój palec dziobem, mocno przy tym ściskając. Zabrałem palec.
-Hmm. Spróbujemy inaczej. Siedź prosto. W końcu musisz się z nią oswoić. Nie ona z tobą, TY Z NIĄ. To ona wyczuwa napięcie, więc jest czujna i nie ufa. Gdy się do niej przyzwyczaisz i przestaniesz się bać, będzie wręcz darła się, żebyś do niej przyszedł i pogłaskał. – Poprawiłem się na miejscu. – Zaczekaj. – Wyszła na chwilę z papugą na ramieniu i podała mi fryzjerskie nakrycie na ubranie. Spojrzałem się na nią zdziwiony. – Gdy jest zestresowana, albo się boi, zmniejsza wagę ciała, żeby szybciej odlecieć, w razie niebezpieczeństwa. A uwierz, że potrafi przy tym nabrudzić, a nie wrócisz przecież do domu z zielono-białą plamą na ciuchach. Ale nawet jeśli, to to łatwo schodzi w praniu.
Założyłam nakrycie, wyprostowałem się, a Iza wzięła papugę na palca i ustawiła na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się, na wspomnienie z odwiedzin w parku rozrywki , w którym nosiłem na sobie strój pirata, który wygrałem w konkursie, a do zestawu dochodziła plastikowa papuga. Miałem wtedy 6 lat.
-Ahoj piracie! – Zaśmiała się Iza. – Pamiętam pewnego chłopca, który biegał po parku rozrywki i nie zważał na utrudzoną wołaniem o niego mamę. Wbiegł na duży, drewniany statek piracki i o mało nie zrzucił z niego małej blondwłosej dziewczynki, która powtarzając jego mamę darła się „Kuba!”. – Uśmiechnęliśmy się do siebie, a nasze twarze się zbliżyły.
Nawet nie wiedziałem, że wtedy, w parku to byłą ona. Byliśmy oddaleni od siebie jakieś 5 cm. Czułem zapach jej perfum. Zmysłowy, kwiatowy zapach. Całowaliśmy się chwilę, ale pocałunek przerwała papuga, która nadal siedziała na moim ramieniu, a ja całkowicie o niej już zapomniałem. Iza zaśmiała się, a ja się szerzej uśmiechnąłem.
-Spróbuj ją pogłaskać. – Zasugerowała Iza. Podłożyłem papudze palca, a ona na niego weszła. Siedziała chwilę na mojej ręce poprawiając piórka, a potem dotknąłem jej dziób i zacząłem głaskać po głowie i skrzydełkach. Nagle usłyszałem klaskanie, spojrzałem na Izę. – Brawo! Pirat oswoił swoją pierwszą papugę i pobił rekord szybkości zdobycia u niej zaufania! Ona teraz nie da ci spokoju. – Zabrała ode mnie ptaka i wsadziła do klatki. Zdjęła ze mnie płachtę i pokazała 2 zielone plamy na plecach. – A nie mówiłam. – Uśmiechnęliśmy się do siebie, a papuga zaczęła wołać o towarzystwo.
-Chyba będę się zbierać. Twoja mama pewnie zaraz przyjedzie, a osobiście nie chcę, żebyś miała przeze mnie kłopoty. – Powiedziałem dopijając napój, przygotowany wcześniej przez Izę. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ona odstawiła swój kubek na stolik nocny i przysunęła się bliżej mnie, a potem przytuliła.
-Nie chcę, żebyś wychodził, ale obydwoje wiemy, że tak będzie lepiej. Nie mogę cię zatrzymywać. – Westchnęła wtulona we mnie, a po chwili wstała, wyjęła z plecaka telefon i spojrzała na mnie. – Za 20 czwarta. A ja jeszcze muszę posprzątać. Zaczekaj chwilkę. – Obróciła się na pięcie i wyszła. Wróciła po dwóch minutach. – Już jestem. – Uśmiechnęła się do mnie. – Przepraszam, ale musiałam nastawić chociaż jedno pranie, ale i tak muszę jeszcze odkurzyć i pozmywać naczynia… - Spojrzała na podłogę. Chciała mnie wyprosić, ale nie chciała urazić.
-Mogę ci pomóc? – Podszedłem do niej i pocałowałem w czoło. – Żadnego ale. To będzie dla mnie czysta przyjemność. – Przytrzymałem jej podbródek tak, aby spojrzała mi w oczy. Nie wiedziała co powiedzieć.
-Gdybyś teraz rozmawiał z moją mamą, wywaliła by cię z hukiem. – Kiwnąłem głową.
-Uznam to za tak. Gdzie odkurzacz? – Iza przekręciła oczami i pokazała mi odkurzacz, po czym dodała:
-Pokój Kacpra odkurzę sama, dobrze? – Zapytała się mnie. Kiwnąłem głową.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Według Izy:
Kuba jest fajny, przystojny, ale zbyt opiekuńczy. Jeśli ktoś go nazwie samolubem, to grubo się myli. Niestety ja jestem uparta, a te dwie cechy niezbyt do siebie pasują. Szliśmy razem najpierw sprzeczając się, a potem śmiejąc, aż doszliśmy do sklepu.
-Kup mi coś, a ja tu zostanę, ok? – Zapytałam się go.
-A czego nie wejdziesz? – Spojrzałam na niego.
-Nie lubię zakupów. – Stanął jak wryty. Zaczęłam się z niego śmiać. – Poza tym, one zawsze próbują ze mnie wyciągnąć jakieś plotki itp., a jak przyjdę z tobą, to nie dadzą mi spokoju, jak następnym razem przyjdę. Nie lubię plotkować. – Nadal stał i się nie ruszał. Zaczęło mnie to denerwować, zwłaszcza, że cały czas gapił się na mnie. - Nigdy nie widziałeś dziewczyny, która unika plotkowania i nie lubi zakupów? – Spojrzałam się na niego i pomachałam mu ręką przed oczami. Postanowiłam, że jak tak dalej będzie stał, to pójdę do domu. Gdy już miałam iść, on się obudził i złapał mnie za ramię.
-Nie idź! Mieliśmy iść na lody. – Odwróciłam się na pięcie i stanęłam mu twarzą w twarz.
-Obudziłeś się już? Wystarczyło ci 15 minut? – Powiedziałam z wyrzutem.
-15 minut? – Zapytał z niedowierzaniem.
-Tak. Jeszcze jakiś menel przechodził i zaczął się śmiać widząc, że macham co ręką przed oczami, a ty sobie nic z tego nie robisz i lampisz się na mnie. – Zaśmiał się. – Bardzo mi śmieszne. – Odwróciłam się i poszłam spokojnym krokiem w stronę domu. Wsłuchiwałam się w śpiew ptaków, zupełnie nie zwracając uwagi na przepraszanie Kuby. W końcu obudziłam się z transu samolubstwa.
-Boże, co ja najlepszego robię? – Stanęłam, a chłopak patrzył na mnie zdziwiony. – Znowu. Znowu to samo. Zawsze muszę wszystko zepsuć i zająć się sobą. Jakbyś mało dla mnie już zrobił. Kuba, ja przepraszam. – Spojrzałam na niego.
Według Kuby:
Nadal nie wiedziałem co zrobić, ale po chwili powiedziałem:
-Nie masz za co przepraszać, to ja zachowałem się jak dureń. – Nie chciałem dać jej powodu, do obwiniania się.
-Mam za co. Jestem idiotką, która… - Nie dałem jej skończyć, gdyż zatkałem jej usta ręką. Przybliżyłem nasze twarze i pocałowałem ją delikatnie w czoło, a potem w usta. Nasze wargi się złączyły, a ja czułem się wspaniale. Powoli odsunąłem się od niej i uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła uśmiech. Złapałem ją za ręce.
-Zostaniesz moją dziewczyną? – Iza patrzyła się na mnie zmieszana, ale po chwili przytuliła się do mnie.
-Tak. – Pocałowała mnie w policzek, a ja przycisnąłem ją mocniej do siebie.
-------------
Ta część nieco krótsza, ale mam nadzieję, że wam się spodoba!
 

 
-W takim razie umówicie się sami, a teraz zawołaj mi tu go. – Kiwnęłam głową i skierowałam się do wyjścia. Zamykając drzwi wpadłam na Lilkę.
-Kuba cię szuka. – Przewróciłam oczami. – Jest pod 18 na parterze.
-Ok. Dzięki. – Poszłam w kierunku tej sali. Spotkałam tam Kubę, który rozmawiał z Anią.
-Na pewno nie wiesz gdzie ona jest? – Stałam kilka kroków za nim. Dziewczyna mnie zauważyła. Położyłam palec na ustach na znak, że ma mu nie mówić, że za nim stoję. Spojrzała na Kubę i przekręciła głową. – Jeśli jej wcisnęli dragi, to sobie nie wybaczę. – Odwrócił się i miał zamiar iść, ale mnie zobaczył. Stanął na chwilę bez ruchu i powiedział– Gdzie…
-Matematyczka cię szuka. – Powiedziałam zanim dokończył.
-Ty naprawdę lubisz mi przerywać. – Westchnął.
-A ty wyjmować mi słuchawki. – Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił mój uśmiech i poszedł do pani od matmy.
Wsadziłam słuchawki do uszu, ale nie zdążyłam włączyć piosenki, ponieważ zadzwonił dzwonek. Weszłam do sali z plecakiem Kuby. Zawiadomiłam panią, że chłopak może się spóźnić i usiadłam sama. Po chwili wszedł i powiedział tradycyjne już „Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie”. W jego oczach widać było iskierki. Podszedł do mnie i zapytał:
-Mogę się dosiąść? – Kiwnęłam głową. Gdy usiadł pani włączyła film. Nawet nie wiedziałam jaką teraz mamy lekcje.
-Jaki teraz przedmiot? – Szepnęłam do niego. Spojrzał się na mnie i tłumił śmiech. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem.
-Chodzisz na lekcje, a nawet nie wiesz, czego masz się uczyć? – Uśmiechnęłam się do niego. – Przyroda. – Westchnęłam i przewróciłam oczami. – Nie lubisz?
-Można powiedzieć, że nie przepadam. – Uśmiechnął się do mnie.
Położyłam się na ławce. Nie chciało mi się oglądać. Leżałam trochę, aż w końcu usnęłam. Pierwszy raz zdarzyło mi się spać na lekcji. Na koniec przyrody obudził mnie mój kolega z ławki. Nie chciałam się podnosić, więc udawałam, że nadal śpię. Skończyła się lekcja.
-Jak nie wstaniesz, to wywlokę cię razem z krzesłem na korytarz. – „Spadaj.” było pierwszym, co przyszło mi do głowy, ale ostatecznie powoli poprawiłam się na krześle. – Często tak sypiasz na lekcjach? – Spojrzał się na mnie i uśmiechnął.
-Nie. Jakoś tak wyszło… - Ziewnęłam.
-Jak dziś nie weźmiesz tych tabletek, to będzie z tobą źle i to w cale nie przez bezsenność. – Oparłam głowę na rękach i spojrzałam na niego. Uśmiechnął się do mnie. Naprawdę go polubiłam i mam nadzieję, że szybko tego nie zepsuje.
-Jak nie zapomnę… - Zaśmiał się.
-Ja ci dam jak nie zapomnę. - Pogroził mi palcem.
Zadzwonił dzwonek. Wyszliśmy z sali, a lekcje od tamtej rozmowy mijały nam szybko. Gadaliśmy z całą klasą i miło spędziliśmy czas. Pod koniec lekcji ktoś podsunął pomysł wyjścia na lody. Od razu wiedziałam, że nic z tego.
-Ja odpadam! – Uniosłam ręce do góry i poszłam w stronę podjazdu, gdzie czekał autobus, wraz z panem Jackiem.
-Dlaczego? – Cała klasa spojrzała w moim kierunku. Zaczęłam wymieniać rzeczy z listy zadań.
-Mama kazała mi pozmywać, odkurzyć parter i pokój brata, nastawić kilka prań i parę innych rzeczy, a poza tym nauka itp. – Pomachałam im i poszłam. W autobusie dosiadł się do mnie Kuba. Znowu miałam słuchawki na uszach i znowu przysypiałam, ale zaraz je zdjęłam. – Dlaczego nie poszedłeś z nimi? – Zapytałam się go.
-Bo bez ciebie nudno. – Spojrzałam na niego zdziwiona. – No co?
-Jak mnie nie było, to nie było nudno. – Założyłam z powrotem słuchawki i gapiłam się za okno.
-Nie przesadzaj. – Spojrzałam się na niego.
-Nie przesadzam, bo nie jestem ogrodnikiem. – Znowu patrzyłam na widok za szybą.
-Iza, zmieńmy temat. – Przewróciłam oczami. – Na kiedy umawiamy się na korepetycje?
-Nie wiem. Kiedyś po lekcjach, albo w sobotę, ale musiałabym się dogadać z mamą. Ale u ciebie, bo nie mam zamiaru sprzątać.
-Przed szkołą mówiłaś co innego. – Spojrzał się na mnie.
-Mówię o moim pokoju. – Uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy.
Według Kuby:
Iza to jakby ideał. Ma poczucie humoru, jest słodka, piękna, skromna, pracowita, ale też leniwa. Pełna sprzeczności. Znowu chciałem ją pocałować. Muszę się nauczyć opanowywać, albo będę musiał ją unikać, a tego bym nie chciał. Otrząsnąłem się w miarę szybko i mając nadzieję, że Iza nic sobie o mnie złego nie pomyśli, zmieniłem temat.
-Dlaczego ubrałaś się cała na czarno? – Spojrzałem się na fotel przede mną.
-Czarny idealnie pasował do mojego porannego nastroju. Niestety ktoś tu mi go poprawił. – Udała obrażoną.
-To może ci pomogę w domu, a potem pójdziesz ze mną na lody? – Spojrzała na mnie.
-Raczej nie… Nie wiem, o której mama wróci, a pranie jedno pierze się 2 godziny, więc raczej nie dam rady. Poza tym wywali cię mój starszy brat. – Westchnęła.
-A nie możesz zadzwonić do mamy i się zapytać, czy teraz nie możesz wyjść? – Spojrzała na mnie. – No proszę, zrób to dla mnie. – Złapałem ją za rękę. Westchnęła i wyjęła z plecaka telefon i słuchawki. Podała mi jedną, a sobie włożyła drugą. Zadzwoniła.
-Co Iza? Szybko mów bo nie mam czasu. – Powiedziała oschle.
-Chciałam się zapytać, czy nie mogę wyjść na godzinkę z koleżanką? – Skrzyżowała palce. Skłamała, bo bała się reakcji mamy. To było pewne.
-Jak musisz to idź, ale i tak masz posprzątać. – Spojrzała na mnie, a w jej oczach było widać iskierki.
-Dzięki mamuś! Pa! – Rozłączyła się szybko, nie czekając na odpowiedź. – Rzadko się zgadza! Mamy dziś fuksa! – Uśmiechnęła się. Odwzajemniłem uśmiech. – Gdzie wysiadamy?
-Najlepiej na Przyborowie, tam pójdziemy do sklepu, bo jakbyśmy poszli z powrotem w okolice szkoły, na włoskie to by się klasa obraziła, że kłamiesz itp.
-Jak dla mnie spoko. – Uśmiechnęła się, ukazując dwa rzędy prościutkich białych zębów. Ma zniewalający uśmiech. – Tylko nie mam kasy. Ale możemy wysiąść pod moim domem, to skocze po nią. – Przewróciłem oczami.
-Ja płace. I bez żadnego ale. – Spojrzałem na nią.
-Nie, nie ma mowy kochaniutki. Nawet jeśli płacisz, to i tak ci oddam. – Przestała się uśmiechać. Mam do czynienia z upartą osobą. – Za dużo dla mnie robisz. Siedzisz ze mną całymi przerwami i lekcjami, dajesz mi tabletki, odprowadzasz, rezygnujesz z wyjścia z klasą… Mam dalej wymieniać? – Spojrzała się na mnie.
-Nie, ale i tak ja płace. – Przewróciła oczami.
-Takim sposobem nigdzie nie pójdziemy, a tak poza tym, to zaraz ominiemy Przyborów. – Wstaliśmy, pożegnaliśmy się z kierowcą i wyszliśmy. Idąc w stronę sklepu nadal kłóciliśmy się o to, kto zapłaci za lody. Ostatecznie doszło do tego, że ja płace, ale Iza odda mi pieniądze. Gdy przystałem na jej propozycje dostałem buziaka w policzek.
 

 
Wstałam rano z wielką niechęcią. Co chwila ziewałam. Ubrałam się powoli w ciemne rurki, czarne trampki i czarną bluzkę. Ten zestaw świetnie pokazywał mój nastrój. Nigdy nie malowałam się. Nie mam nawet kosmetyków. Mam tylko perfumy i dezodoranty. Na resztę moja mama chucha i dmucha, żebym nie dostała, a tak poza tym, to musiałabym mieć droższe, hipoalergiczne kosmetyki, bo moja skóra strasznie się czerwieni i dostaje alergii, gdy nałożę na nią cokolwiek zawierającego chemie. Nawet oczyszczający peeling hipoalergiczny od U20 mnie uczula.
Zeszłam na dół. Kacper robił kanapki, a mama się jeszcze ubierała. Zjadłam na śniadanie płatki na mleku, a potem poszłam umyć zęby. Później usługiwałam chwilę mamie, ale ona znowu się o coś wkurzyła i zaczęła wszystkich stresować. Tylko Kacper się tym nie przejmował. Od dawna ignoruje gadanie mamy, ale jak ja się staram ją ignorować, dostaje ochrzan. Była już 7:10. Zaraz miał nadjechać autobus szkolny. Inni mówią na to gimbusy, ale ja się nie mogę przyzwyczaić do tej nazwy. Cieszyłam się, że mama przyjaźniła się z kierowcą, który był również członkiem ochotniczej straży pożarnej w miasteczku niedaleko. Polubił mnie chyba, bo specjalnie zadeklarował kiedyś, że będzie zatrzymywał się pod moim domem. Poczekałam chwilę przed furtką i miałam iść na przystanek. Ale on zaraz nadjechał i zatrzymał się tuż przede mną.
-Dzień dobry panie Jacku! – Powitałam go uśmiechem wchodząc po schodkach autobusu. Wszyscy spojrzeli się w moim kierunku.
-Dzień dobry! Jak trzyma się mama? – Nie zdziwiłam się na to pytanie. Mama często miewa bóle głowy.
-Ostatnio w miarę dobrze. Widzę, że inni uczniowie chcą już jechać. Nie będę przeszkadzać. – Powiedziałam, gdy ktoś zapytał się, czy możemy już jechać. Uśmiechnęłam się do kierowcy i odeszłam.
Zobaczyłam jedyny wolny rząd. Siadłam tam i wyjęłam mp4 z plecaka. Włożyłam słuchawki i zagłuszyłam innych, którzy nie mogli usiedzieć. Patrzyłam się w widoki za oknem. Nagle poczułam, że ktoś wyjął mi słuchawkę z ucha, ale to zignorowałam. Nadal miałam drugą, a dosyć smutna, melancholijna piosenka, która grała w kółko sprawiała, że nie czułam nic. Za to ją właśnie lubiłam.
-Będziesz mnie ignorować? – Powiedział Kuba. Rozpoznałam go po głosie. Odwróciłam się udając zaskoczoną.
-Hmm? O to ty! Przepraszam, zaczęłam przysypiać. – Przyglądał się mi przez chwilę. Poczułam się nieco dziwnie. Oparłam głowę na ręce i zaczęłam przysypiać. Nie słuchałam co mi mówił Kuba. W końcu usnęłam.
-Widać, że prawie nie spałaś. Zaraz dam ci te tabletki. Dogadałem się z mamą i dała mi jakieś lżejsze, żeby ci wątroby nie wysadziło. – Spałam już chyba kilka minut. Bo Kuba siedział koło mnie i machał mi ręką przed oczami. Ziewnęłam.
-Długo spałam? – Zapytałam się chłopaka, który widząc, że się budzę przestał już machać mi przed twarzą.
-Wystarczająco, żebym się wystarczająco nagadał. – Uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. – Mówiłem też, że moja mama dała mi jakieś łagodne tabletki dla ciebie.
-Przecież mówiłam, że dam sobie radę. Jesteś okropny. – Uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję.
Zatrzymaliśmy się pod szkołą. Czekałam, aż Kuba wstanie, ale tylko patrzył się na mnie i się uśmiechał.
-Żyjesz? – Zapytałam, gdy większość uczniów już wyszła. Potrząsnął głową i się zarumienił.
-Eee… Przepraszam. – Wstał i zrobił mi miejsce, żebym mogła wyjść. Po chwili staliśmy przed jakąś salą. Przywitałam się z dziewczynami. Ania od razu pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła przed szkołę. Stanęłyśmy w kącie, a ja nadal nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Izaaaa! Gratuluję! – Zaczęła podskakiwać i piszczeć. Zatkałam uszy rękami.
-Ania! Nie piszcz! – Upomniała ją nauczycielka stojąca przy wejściu.
-Przepraszam. – Mimo wszystko nadal skakała.
-Możesz mi powiedzieć, o co ci chodzi? – Zapytałam się jej. Przestała skakać i spojrzała na mnie zdziwiona.
-Jak to? Nie wiesz? – Miałam jej ochotę krzyknąć w twarz, że nie wiem o co jej chodzi i dołożyć parę przekleństw, jak to robiłam gdy byłam sama, albo w myślach.
-Nie wiem.
-Nie widzisz, że Kuba na ciebie leci? – Westchnęłam, przewróciłam oczami i odeszłam. – Iza! Naprawdę nie widzisz? – Nic nie odpowiedziałam.
Poszłam do plecaka i wyjęłam mp4. Gdy byłam zdenerwowana często słuchałam muzyki. Siadłam na podłodze przed salą i wsłuchiwałam się w piosenki, które losowo leciały ze słuchawek. Wpatrywałam się w podłogę. Ktoś podszedł i usiadł koło mnie. Nie zwróciłam uwagi kto to. Coś powiedział, ale nie zrozumiałam co. Nie odzywałam się. Po chwili nie miałam jednej słuchawki w uchu. Zorientowałam się, że to najprawdopodobniej Kuba.
-Ogłuchniesz od tych słuchawek. – Tak, to był na pewno Kuba. Nie potrzeba znać głosu, żeby wiedzieć, że to on. Westchnęłam. ‘Dlaczego on musi być upierdliwy?’. – Halo? Słuchasz mnie?
-Tak, tak.
-Co tak siedzisz? – Zapytał się mnie. Nie chciałam mu opowiadać całego zajścia. Po prostu zdenerwowałam się, bo nie chcę, żeby ktokolwiek dawał mi powód do robienia sobie nadziei. Wiem, że on traktuje mnie jak koleżankę i jest tylko miły dla mnie, jako nowej dziewczynie w szkole.
-Siedzę, bo nie chce mi się stać. A poza tym słucham muzyki jeśli nie zauważyłeś. – Włożył sobie jedną ze słuchawek do ucha.
Zadzwonił dzwonek. Była matematyka. Siadłam z Kubą. Pani wzięła mnie kilka razy do odpowiedzi. Trochę niesprawiedliwe, bo reszta klasy była wzywana po 1 raz. Kuba nie umiał zrobić jednego zadania, więc pani zawołała mnie do tablicy za niego. Poszło mi szybko. Pod koniec lekcji pani poprosiła, żebym została.
-Izo, mogłabyś pomóc Kubie się podciągnąć? Jego poprzednia nauczycielka mówiła, że jest zdolny, ale leniwy. – Przeraziłam się. Nie umiem uczyć! – No wiesz, takie korepetycje. – Mam jedną wadę. Nie umiem odmawiać.
-Dobrze, niema problemu. – Uśmiechnęłam się do nauczycielki, a ona do mnie.
 

 
Nadal według Kuby:
Idąc do domu, rozmawiając z ojcem, jedząc kolacje i robiąc cokolwiek myślałem o Izie. Czy ona także o mnie myśli? Nie mogłem się skupić na niczym. Ostatecznie spakowałem się, przyszykowałem do snu i położyłem się spać. Nie mogłem jednak zasnąć. Zawsze szybko mi to schodziło, ale teraz moja głowa była zajęta rozmyślaniem o nowej dziewczynie w mojej szkole, którą znalem tylko 1 dzień, a miałem szanse poznać ją już 2 lata temu. Jak widać nie dane było nam wcześniej się spotkać. Może to nawet dobrze. Nie wiem. Wiem natomiast, że spotkam ją znowu, jutro w gimnazjum. Nie mogłem spać, więc wziąłem mój dotykowy telefon i sprawdzałem facebooka. Wyszukałem profilu Izy i zaprosiłem ją do znajomych. Zacząłem przeglądać jej profil, a po chwili przyszło powiadomienie, że dziewczyna przyjęła. Sprawdziłem jej informacje. O dziwo podała znajomym swój adres, a nawet numer. Od razu postanowiłem do niej zadzwonić.
Według Izy:
Nie wiem co mam myśleć. Gdy przypominam sobie to, co o swoim ojcu powiedział mi Kuba, przechodzą po mnie dreszcze. W końcu udało mi się pozbierać po mojej ostatnie wizycie w parku miejskim w Ostrowcu, ale dziś rozdrapałam rany. Może to chore, ale od pół roku unikam tego miejsca. Byłam wtedy po zakupach w galerii, bo kupowałam prezenty i poszłam do babci skrótem przez park. Było już ciemno, gdy kilku meneli koło godziny 18 w grudniu stojących pod drzewem zaczęło mnie wołać. Zignorowałam ich. Niestety im się to nie spodobało i próbowali mnie… sami wiecie co. Na tę myśl przełknęłam ślinę, a po moim ciele przeszły ciarki. Na szczęście wtedy przeszkodził im jakiś wysportowany mężczyzna. Będę mu wdzięczna całe życie. Szkoda tylko, że nie zdążyłam się wtedy zapytać go jak się nazywa, ani nie zobaczyłam jego twarzy. Byłam trochę ogłuszona kilkoma uderzeniami w brzuch i inne miejsca, a poza tym było naprawdę ciemno. Wszystko działo się tak szybko, że nie pomyślałam o tym, ale na szczęście udało mi się mu podziękować na miejscu. Chciałam zmienić temat i padło na rozmyślania o Kubie. Ma piękne rysy twarzy, jest wysportowany i przystojny. Mimo wszystko nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek byli razem. Na pewno nie. Przecież jestem blada jak ściana i cholernie brzydka! Przeklinam los, że kiedykolwiek mogłam się urodzić. Teraz jedyne co mogę zrobić, to współczuć ludziom, którzy na mnie patrzą. Nadal jednak o nim myślałam. Gdy mama wróciła, krzyczała na mnie, że jestem nieobecna i musi mi wszystko powtarzać kilka razy. Gdy tylko młodszy brat poszedł spać, pobiegłam po schodach na górę, do mojego pokoju. Włączyłam laptopa i weszłam na facebooka. Miałam 19 zaproszeń do grona znajomych. „Szybcy są” – pomyślałam. Przyjęłam wszystkie po kolei, a po chwili zadzwoniła moja komórka. Dzwonił nieznany numer. Odebrałam.
-Halo?
-Iza? Tu Kuba. – Skąd on ma mój numer??? Grzebał mi w komórce? Nie, nie mógł, bo mam odblokowywanie na pin. Więc skąd?
-Skąd masz mój numer? – Postanowiłam zapytać się.
-W informacjach na facebooku udostępniłaś dla znajomych nr, telefonu, adres itp. – Westchnęłam. I po co tak ustawiłam? Nie wiem, co ja sobie myślałam ustawiając dane teleadresowe.
-Ech. No dobra. Co chciałeś? – Zapytałam się.
-Pogadać. – Zaśmiałam się.
-Już się stęskniłeś? – Nie mogłam przestać się uśmiechać.
-Może… - Wyobraziłam sobie jego wyraz twarzy. Zapewne się zarumienił. Wiedziałam, że nie przemyślał po co do mnie zadzwoni, zanim to zrobił.
-Czy mi się wydaję, czy Kubuś się zawstydził? - Gdy znowu wyobraziłam sobie jego wyraz twarzy oprzytomniałam. - Nie no dobra. Przepraszam. Przecież nie będę po tobie jeździć.
-Nic się nie dzieję, to ja przepraszam… Nie powinienem tak się narzucać. Przepraszam, jeśli ci w czymś przeszkodziłem. – Mówił zdołowany. Super! Teraz będę miała wyrzuty sumienia…
-Boże, Kuba nie chciałam. Właśnie dla tego nie wychodzę z domu. Mam dwie twarze. Trochę stresu i drę się na każdego jak leci. – Teraz ja posmutniałam.
-Po pierwsze… to nie mów do mnie Boże, a po drugie nie masz za co przepraszać. – Ziewnęłam.
-Przepraszam Kuba, ale jest późno. Jutro szkoła więc muszę iść już spać. Ty chyba też powinieneś.
-A która godzina? Nie zwróciłem wcześniej uwagi na czas. – Po jego głosie rozpoznałam, że jest zakłopotany.
-21:30. Kolejny powód dlaczego byłam taka niemiła. Po prostu mama mnie wymęczyła, ale moja bezsenność się odzywa, więc z nudów weszłam na facebooka, a ty zadzwoniłeś… - Nie dokończyłam mówić, gdy Kuba mi przerwał.
-Bezsenność? – Chłopak był zszokowany. Po co ja to powiedziałam??? Dlaczego nigdy nie myślę nad tym co mówię?
-No… tak. Przecież nie namalowałam sobie worów pod oczami sama. – Kuba westchnął. Nie wiem dlaczego. Nie chce się go o to pytać.
-Dobra, a masz chociaż jakieś tabletki? Przecież ty się wymęczysz. – Martwił się o mnie? On?
-Nie. Gdy mówię mamie, że nie mogę zasnąć, to się na mnie drze, więc nie. – Tym razem znowu westchnęłam.
-Podrzucić ci jakieś? Moja mama na pewno ma jakieś proszki. – Przeraziłam się.
-Nawet nie przychodź z tabletkami o tej godzinie. Jak moja mama by zareagowała, że przyszedł do mnie chłopak z pudełkiem tabletek o 10 w nocy??? Zabiłaby mnie! – Zdenerwowałam się.
-Dobra, o tym nie pomyślałem. Przepraszam. Idź teraz spać, bo do rana nie uśniesz, a ja jutro ci w szkole je dam.
-Bez tabletek też przeżyje. Nie musisz się fatygować. – Sprzeciwiłam się.
-Bez gadania. Musisz się wysypiać, a jak nie weźmiesz ich ode mnie, to przyjadę z mamą, zabierzemy cię do lekarza i sam coś ci przypisze. – Westchnęłam i rzuciłam się na łóżko. Masakra. Wszyscy mnie kontrolują.
-Widzę, że każdy traktuje mnie tak samo… Jak rzecz… - Posmutniałam. – Idę spać, pa.
-Zaczekaj Iza! Prze… - Rozłączyłam się zanim skończył. Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Jestem zmęczona i przybita. Byłam już naszykowana, więc wsunęłam się pod kołdrę. Jednak byłam zdenerwowana, wie nie mogłam usnąć. Leżałam tak ze dwie godziny, aż usnęłam. Chciałam tam zostać do końca świata. Jedyne miejsce, w którym czułam się dobrze.
 

 
-No, w każdym bądź razie nie mam czym się chwalić. Na pewno nie tym, że ojciec odbębnia więzienie za to, że jeździł po pijaku i w wypadku zabił 2 osoby, a matka całe dnie pracuje. Dziadków nie znam, bo mieszkają za daleko, a rodzice są jedynakami. – Powiedział Kuba. Spuścił głowę i znikł mu z twarzy uśmiech.
-Przepraszam. – Rzuciłam patrząc się w ziemię.
-Za co? – Zatrzymał się nagle, a ja tuż po nim.
-Że się zapytałam, że popsułam ci humor, że marnujesz na mnie czas, że… - Tego nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam męski śmiech. Opuściłam głowę i poszłam do przodu. Zastanawiałam się czy będzie dalej się ze mnie nabijał, czy się zainteresuje tym, że odchodzę. Pierwsza opcja byłaby przypieczętowaniem nienawiści, bo rzadko się otwieram przed ludźmi. Jednak nie minęło 5 sekund, a Kuba szedł już koło mnie.
-Przepraszam. A co do twojego przepraszania, to miałaś prawo się zapytać, nie popsułaś mi humoru i przecież to ja zaproponowałem, że cię odprowadzę, więc nie masz za co przepraszać. – Uśmiechnął się do mnie przepraszająco, ale ja odwróciłam wzrok. I szłam dalej, ale tym razem szybszym krokiem.
-To ja przepraszam, bo jak na to patrzeć z twojej perspektywy jest się z czego śmiać, a ja niepotrzebnie znowu strzeliłam focha. Ale ja to ja. Kolejny powód dla którego nie wychodzę bez potrzeby z domu.
-Iza. Nie musisz za nic przepraszać. – Powiedział zdziwiony moją odpowiedzią. – Nie wiedziałem, że tak zareagujesz. – W tamtym momencie stanął i pociągnął mnie za dłoń tak, że prawie upadłam. Na szczęście złapał mnie w talii w odpowiednim momencie. Patrzyliśmy na siebie w takiej pozycji chwile. Kuba otrząsnął się pierwszy i pomógł mi normalnie stanąć.
-Przepraszam. – Spojrzał na ziemię. Uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w policzek. – A to za co?- Zapytał się zaskoczony.
-W ramach przeprosin. – Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
-Jeśli nasze rozmowy będą polegały tylko na przeprosinach… - W tym momencie stanęłam i poczekałam, aż się zatrzyma. Nie zauważył tego i poszedł trochę dalej. Zatrzymał się gdy usłyszał mój śmiech. Obrócił się na pięcie i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Wejdziesz? – Zapytałam się go pokazując ręką furtkę. Kuba zażenowany podrapał się w tył głowy.
-Wiesz co… raczej… - Nie zdążył odmówić kiedy pociągnęłam go za rękę prowadząc na podwórko.
-Nie marudź! Chyba że ci się dom pali… W tym wypadku odpuszczę. – Mówiąc to cały czas uśmiechałam się, a na końcu udałam, że się zastanawiam. Otworzyłam drzwi i zrobiłam mu miejsce, aby wszedł.
-Panie przodem – Powiedział Kuba z uśmiechem stając przede mną i pokazał ręką wnętrze domu.
-Ale jesteś gościem…
-A ty damą. A zresztą będziemy się kłócili o to, kto pierwszy wejdzie do domu?
-Tak – Uśmiechnęłam się do Kuby i weszłam do środka. On odwzajemnił mój uśmiech. – Herbaty? Kawy? Soku?
-Raczej n…
-Czyli soku. – Kiwnęłam głową i poszłam do kuchni. Nalałam sok i poszłam do salonu, gdzie Kuba już siedział. Postawiłam szklanki, usiadłam koło niego i podałam mu pilot do telewizora. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Teraz będziemy oglądać?
-Jak chcesz to tak. Ja nigdy nie oglądam, bo moje zdanie się nie liczy. Zawsze grają bajki, które już znam na pamięć. A zmyć do siebie się nie mogę, bo się na mnie mama wydziera. – Westchnęłam. Nie chciałam mu się spowiadać, więc nie wiem po co znowu tak się otworzyłam. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że mi się przygląda.
Z punktu widzenia Kuby:
Patrzyliśmy sobie w oczy. Jej są mieszanką kolorów. Pod jednym kątem wydają się bardziej zielone, a pod innym są niebieskie, albo szare. Jednym słowem hipnotyzujące. Zbliżyłem się do niej, bo przez chwilę już chciałem ją pocałować, ale uznałem, że może to dla niej za wcześnie na kolejny krok? Przecież znamy się zaledwie kilka godzin. Szybko odwróciłem głowę, ale kontem oka zobaczyłem jak zakłopotana nie wie co zrobić, aż w końcu również wpatruje się w podłogę.
-To może ja już wyjdę? Nie chcę ci przeszkadzać. – Chciałem przerwać tą niezręczną ciszę.
-Nie przeszkadzasz, a nawet umilasz czas. Jakbyś tu nie przyszedł, to zmarnowałabym kolejny dzień przed komputerem. Dziękuję. – Iza przysunęła się do mnie i dała mi buziaka w policzek.
-Nie ma za co, a za takie podziękowania, to chyba będę cię częściej odprowadzał. – Uśmiechnęliśmy się do siebie. – Wiesz jest piękna pogoda, może wyjdziemy na spacer? – Zaproponowałem.
-Dla ciebie wszystko. – Posłała mi szeroki uśmiech. – Tylko jak nie zdejmę spódnicy to nigdzie się nie ruszam, więc poczekaj chwilę, ok?
-Nie lubisz spódnic? – Zapytałem zdziwiony. Wszystkie moje koleżanki chodzą w spódnicach kiedy tylko mogą.
-Jak widać nie. – Znowu się uśmiechnęła, rzuciła mi pilota i wyszła.
Czekałem chyba 3 minuty, choć nie wiem, czy to długo. Nigdy nie miałem dziewczyny, ani nawet siostry. Przyszła w ciemnoniebieskich jeansach i w granatowej, koronkowej bluzce z tego koloru podszewką, a do tego założyła niebieskie trampki.
-Nie usnąłeś? – Zapytała. – Zwykle szybciej mi schodzi.
-Jak widać nie – Ukryłem zakłopotanie i puściłem do niej oczko, a ona się zarumieniła. Jest piękna. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-To co? Wychodzimy? – Zapytała, zapewne żeby przerwać ciszę.
-Czemu nie? - odpowiedziałem wpatrując się w nią.
Szliśmy w kierunku parku kilka minut w ciszy. Nie była to jednak krępująca cisza. Raz na jakiś czas zerkałem na nią, ale nie chciałem wydać się dziwny, więc starałem się to ukryć. Ciszę przerwała Iza.
-Mam coś na twarzy, że tak mi się przyglądasz? – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
Zagryzłem dolną wargę i odpowiedziałem:
-Nie. – Spuściłem wzrok żeby ukryć zakłopotanie.
-Dlaczego mnie chciałeś odprowadzić? – Ona chce żebym zapadł się pod ziemię?! Mimo wszystko uśmiechnąłem się.
-Sam nie wiem. Może dlatego, że jesteś piękna. – Czułem, że odzyskuję pewność siebie. Natomiast Iza ślicznie się zarumieniła i spuściła głowę. Wyglądała słodko i bezbronnie.
-Nie przesadzaj. Słodzisz. – Uśmiechnąłem się.
-Nie słodzę, tylko stwierdzam fakty. – Odpowiedziałem. Ona westchnęła i podniosła ręce na znak poddania się.
-Co ja z tobą mam… - Powiedziała. Zaśmiałem się. Spojrzałem na zegarek, który pokazywał już 16. Muszę wracać. Nie dam przecież czekać na siebie ojcu. Muszę dziś go odwiedzić, chodź nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.
-Wiesz, muszę zaraz wracać. Mam umówione spotkanie z ojcem. – Posmutniałem.
-Rozumiem. Ale dlaczego tak bardzo nie chcesz się z nim widzieć? – Zdziwiłem się jej pytaniem.
-Aż tak to widać? – Zarumieniłem się nieco.
-Ej, nie wstydź się tego. Cokolwiek zrobił, to była tylko jego wina. – Prawdę mówiąc miała racje. Nie wiem czego się tak wstydziłem.
-No wiesz… Mój ojciec… On… Bił mamę… - Nagle Iza stanęła. Widać było jak przechodzą po niej ciarki. Wyglądała jakby sobie coś przypominała.
-No… Nie dziwię się, że tak nie chcesz się spotkać z nim. – Nieco się jąkała. Zdziwiłem się jej reakcją.
-To ja już może pójdę? Jak zaraz nie wrócę, to nie wyjdę przez tydzień, bo mama bierze wolne tylko po to, żeby tatuś mógł się podpytać mnie o szkołę. – Zagryzłem wargę, na wspomnienie mojej ostatniej rozmowy z nim.
-Tak, rozumiem. To pa. – Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek. Pomachałem jej, odwróciłem się i poszedłem w stronę mojego domu.
Nasze domy mieściły się po 2 różnych stronach parku, w podobnej odległości od niego. Nie chciałem się rozstawać z Izą nawet na chwilę, ale musiałem. Szkoda, ale cóż na to mogę poradzić.
--------------
Bardzo dziękuje za czytanie Koffam was! Opowiadanie zapowiada się długooo, bo nie umiem pisać zwięźle... Dlatego postaram się dodawać codziennie, a każde spóźnienie na pewno będzie wcześniej opisane i usprawiedliwione. Liczę na wsparcie z waszej strony i pamiętajcie, że:
"Tam gdzie jaśnieje nawet najmniejszy płomyk nadziei, dostrzegane jest światło z nieba." Ladislaus Boros
 

 
Na rozpoczęcie przywiozła mnie mama. Przed przeprowadzką chodziłam do tej samej podstawówki co po niej, więc nikogo nie znałam z mojego gimnazjum. Muszę przyznać, że bałam się jak zareagują na mnie nowi znajomi. Na szczęście nie było się czego bać. Przyjęli mnie miło, ale czułam się nieswojo nie wiedząc o czym mówią i gdy zajmowali się dobrze już znanymi kolegami.
Moja klasa liczyła 20 0sób. 9 dziewczyn (łącznie ze mną) i 11 chłopaków. W tym Ania, Gosia, Sylwia, Martyna, Natalia, Amelia, Liliana (Lilka), Julka, Adam, Wiktor, Oskar, Kamil, Igor, Filip, Jasiek, Kajtek, Fabian, Nataniel i Kuba. Z chłopaków najprzystojniejszy był ten ostatni, brunet o brązowych oczach, ale wybiłam go sobie z głowy biorąc pod uwagę, że może mieć dziewczynę i że nigdy nie będzie mój. Głównie odznaczała się Ania, taka błyszcząca, koleżeńska dziewczyna, której jeszcze los nie dopadł i miała w sobie dużo optymizmu. Ta klasa nie była podzielona na paczki, jak moja poprzednia, dlatego ciężko było mi się dostosować do dyskusji z chłopakami. Ostatecznie nie mówiłam dużo. Występ bardzo się ociągał, a w klasie pani uznała, że już się wszyscy znamy i przeszła do dyskusji z rodzicami. Po chwili mama musiała wyjść i powiedziała, że znam drogę to mam blisko i wrócę sama, a jak nie to mam zadzwonić, a ona kogoś podeślę. Tak pierwszy dzień w szkolę dobiegł końca, a ja szczęśliwa włożyłam słuchawki na uszy i poszłam w stronę domu. Do przejścia miałam ok. 2 km.
Z zamyślenia wyrwał mnie brak słuchawki w uchu. Obróciłam się automatycznie i zobaczyłam Kubę. Nie mogłam uwierzyć, że stoi przede mną. I patrzyłam się na niego zdziwiona jakiś czas, aż przerwał jego głos.
-Przepraszam, ale nie odpowiadałaś.
-Spoko. Co chciałeś? – W tamtym momencie spojrzał mi w oczy i chwile nie odpowiadał. Myślałam, że się rozpłynę w tych jego czekoladowych oczach.
-D-dasz się odprowadzić? – przeniósł wzrok na ziemię.
-Czemu nie? Przy okazji pokarzesz mi jak dojść, bo tutaj dotychczas nie zbyt często chodziłam.
-Dobra. Od kiedy tu mieszkasz? – Jego pytanie mnie nie zaskoczyło. Pewnie myśli, że wprowadziłam się niedawno, itp.
-Od 2 lat, ale wcześniej mieszkałam w Ostrowcu i mama wolała, żebym odbębniła tam podstawówkę. – Odwróciłam wzrok i czekałam na tekst typu „nigdy cię tutaj nie widziałem”. Doczekałam się.
-Nigdy cię tutaj nie widziałem, - uśmiechnęłam się do siebie.
-Ile razy już to słyszę. To była moja 6 przeprowadzka, ale tym razem mam nadzieję, że do osiemnastki zostaje. Ciągła tułaczka mnie nudziła, tak samo jak ciągle nowe otoczenie. Nie chce już starać się pokazać jak małe dziecko i mówić : Jestem tu nowa i szukam kolegów do zabawy w piaskownicy. Chociaż ciągle w okolicach Ostrowca, bo to rodzinne miasto mamy, ale zawsze musi trochę potrwać zanim kogoś poznam.
-Rozumiem. – odpowiedział bez namysłu.
-A ty? Urodziłeś się tutaj? – zapytałam się aby przerwać niezręczną ciszę między nami.
-Nie. Jak miałem 3 lata przyjechałem tutaj ze Śląska, bo rodzice znaleźli lepszą pracę. - Jego odpowiedź, niby normalna, a jednak zaskoczyła mnie.
-Hmm. Moje życie jest nieco pogmatwane i ogółem długo by gadać, ale raczej nie będzie cię interesowało.- Nie wiedziałam po co to powiedziałam. Nie chciałam się przecież przed nikim otwierać.
-Dlaczego? Dawaj nie będzie tak źle. Przeżyjemy. – Powiedział i puścił do mnie oczko. Czułam, że się rumienię. Spuściłam wzrok. Wiedziałam, że mi się przygląda.
Spojrzałam przed siebie, w momencie gdy poczułam się pewniej i opowiedziałam mu tyle o mojej rodzinie, ile wam.
-No to masz nieźle przechlapane. – Rzucił, po czym uśmiechnął się lekko. Odwzajemniłam uśmiech.
-A żebyś wiedział. Ale nie wiem nic o tobie. – Powiedziałam, ale takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.
--------------------
Jeżeli to ktoś w o gule czyta, to jestem baaardzo wdzięczna. Osobiście nie uważam tego opowiadania za dzieło sztuki, więc sama dziwię się, że ktoś może to czytać. Ale i tak wam dziękuję!
  • awatar Life is too short to die: TanecznaGosia Dziękuje i masz jedną obserwacje więcej ;-)
  • awatar TanecznaGosia: Fajne te opowiadanko, zapraszam do odwiedzenia mojego bloga, do komentowania oraz jeśli się podoba to do obserwacji ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przedstawienie

Mam na imię Iza i mam 13 lat. Po wakacjach idę do 1 gimnazjum. Mieszkam w małej wsi koło Ostrowca Świętokrzyskiego, do której wprowadziłam się 2 lata temu. Nie mam najmniejszej ochoty szukać na siłę kontaktów, więc za wszelką cenę staram się nie wychodzić z domu na festyny do parku oddalonego o 200 m, lub po prostu do sklepu, który jest kilka domów dalej. Mój dziadek jest pijakiem, babci nie znoszę, bo ciągle narzeka, zamiast ruszyć tyłek i posklejać życie. Mieszkam z mamą, bo rodzice się rozwodzą. A robią to bo 1. Nawet ja czasem mamy nie trawie, traktuje mnie jak służącą, 2.tatuś lubi sobie popić 3. Jest też tak jakby narwany, drze się bez powodu. Mam dwóch braci. Starszy (Kacper) ma 16 lat i stara się zwalić robotę na mnie, a poza tym jest uzależniony od komputera. Młodszy (Gabriel, ale mówimy na niego Gabryś albo Gabek) ma za to 4 lata. Nie można mu zwrócić uwagi. Samemu dostaje się ochrzan, nawet jeśli zrobił coś na prawdę złego.
Była już 22. Leżałam w łóżku czekając na sen, gdyż cierpię na bezsenność. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Kacper.
-Jutro mam na 9. Wstaje później i nie mam zamiaru cię budzić anemio! – rzucił i wyszedł.
-Ok. Spadaj. – odpowiedziałam trochę za późno, a zaraz potem papuga, która stała w kącie zaczęła się drzeć. Mama mówi, że jest ze mną bardzo zżyta i woła, bo tęskni, ale, ale mnie to strasznie denerwuje, bo nie mogę spać.
Co do tej „anemii” to przyzwyczaiłam się już, że tak do mnie mówi. A robi tak dla tego, że jestem strasznie blada, mało jem, mam niedowagę, i wory pod szaro-niebieskimi wpadającymi w zieleń oczami. Nie wiem jak mogę określić ich kolor. Jestem ciemną blondynką, z jasnymi rzęsami, których prawie nie widać i takimi samymi jak rzęsy brwiami. W przedszkolu włosy miałam prawie siwe. Poza tym moją twarz, jak przystało na jasną karnacje wzbogacają piegi.
Po tym jak brat wyszedł zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak na co dzień żyją inni. Osobiście nienawidzę weekendów. W moim domu są bardziej męczące od szkoły. Przez chwilę marzyłam o miłości, ale szybko odgoniłam tą myśl. Wiem, że nikt nie zechce dziewczyny z brakiem mięśni i skórą która dzięki temu może naciągnąć się 2 razy mocniej niż innych. Nie wiedząc kiedy usnęłam. Rano jak zawsze obudziłam się niewyspana i zmęczona. Napiłam się łyka wody z butelki, która zawsze stoi koło łóżka i położyłam się. O wpół do siódmej zeszłam na dół uszykowana i gotowa na ostatni dzień lekcji, jutro zakończenie. Pierwszą myślą było tradycyjne „WAKAAACJEE!!!” ale druga już mnie zdołowała. Perspektywa 2-miesięcznego weekendu załamywała mnie.
28-go sierpnia uznałam, że nie było tak źle. Głównie dla tego, że mama i tak pracowała, więc przyjeżdżała koło 16 i oczekiwała posprzątanej kuchni, salonu i zrobionego prania. Na 2 osoby to nie tak dużo.